Szukaj na blogu

Ładuję...

Archiwum Bloga

Subskrybuj przez Email

Odsłony bloga

Współtwórcy

Obserwatorzy - Google+

Obserwatorzy - Blogger

Translate

29.12.2012

Prezenty, prezenty...

Święta minęły w miłej atmosferze, a jak to zwykle bywa, wpadło też trochę prezentów... w większości nie były one figurkowe (za wyjątkiem konnego i pieszego licza od Szwagra - dzięki Krzychu!), ale jedna rzecz okazała się bardzo przydatna. Żeby nie było, nie była ona dla mnie niespodzianką ;) "Zamówiłam" sobie u św. Mikołaja (albo i nie Mikołaja, ale też brodaty) paint station z Hobby Zone. Wielkość średnia, bo największa nie zmieściłaby mi się na biurku. Przed Świętami zrobiłam porządek na biurku i w biurku, więc przyszedł czas na reorganizację miejsca pracy. Teraz będzie porządniej i wygodniej. 
25.12.2012

Wesołych Świąt!

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzymy wszystkim naszym Czytelnikom, aby ten błogosławiony czas minął Wam spokojnie, rodzinnie i ciepło wśród osób bliskich, niezależnie od tego, czy wierzycie w narodziny Chrystusa, czy też macie inny pogląd na wiarę. Obyście przeżywali te Święta po swojemu, w spokoju, szczęściu i miłości i niech ta odrobina wolnego czasu sprzyja realizacji wszystkich Waszych planów, nie tylko modelarskich :)

Tego, a także tradycyjnego "zdrowia, szczęścia, pomyślności" życzy Wam wszystkim

Hakostwo, czyli Natalia i Tomek
22.12.2012

Belandysh, Wybraniec Chaosu

Uff! Miałam kupę roboty z tą figurką. Belandysh jest chaosiarzem, do wynajęcia (mało prawdopodobne, bo kosztuje swoje) lub do spotkania w BtB, czego nikomu nie należy życzyć. Facet jest naprawdę mocny, skoro został wybrańcem Chaosu. Tomek złożył tę figurkę kilka lat temu, ale do tej pory nie doczekała się pomalowania. Ostatnio na fali grania w BtB odgrzebałam trochę modeli do tego settingu, więc i czas na Belandysha się znalazł. Roboty na nim za dwie figurki, bo i koń, i jeździec. Malowałam ich oddzielnie, żeby dotrzeć pędzlem wszędzie, gdzie trzeba. I tak nie była to najłatwiejsza praca.
20.12.2012

Hakostwo w nowych szatach!

Po ponad trzech latach regularnego zapełniania treścią naszego bloga przyszedł wreszcie ostatecznie moment, by zająć się również jego formą i zastąpić nowym szablonem dotychczasową, mocno już wysłużoną "skórkę".
14.12.2012

Mały żmij, czyli familiar

Dzisiaj taki mały drobiazg, który zrobiłam dla klimatu do bandy Restless Dead (aczkolwiek nadaje się do każdej bandy, bo w Mordheim każda  banda z czarodziejem może familiara mieć). Natchnął mnie do tego czysty przypadek. W rozgrywaniu scenariusza z BtB "Horrors of the Underground" chodzi o to, by w podziemiach znaleźć jajo żmija. Tak się złożyło, że moim trupom się udało, jajo znaleźli, a cudownym zrządzeniem losu po bitwie wykluł się z niego mały żmij, który może robić za familiara. Z racji, że mam dość trudne zaklęcie na liczu, taki przerzut kości do czaru bardzo mi się przyda. Familiar to tylko ekwipunek, nie trzeba mieć figurki... ale ja go sobie zrobiłam :)
10.12.2012

Ściborowa krasnoludka dla Tomka

Ponieważ z warszawskich turniejów Mordheim nikt z pustymi rękami nie wychodzi (tzn. od dwóch turniejów, od kiedy mamy wspaniałych sponsorów), to i Tomkowi dostała się całkiem fajna nagroda, mimo odległego miejsca. Ścibor robi całkiem fajne krasnoludki - amiszowatość brodaczy płci męskiej może się podobać lub nie, ale kobiety akurat zarostu nie mają i dobrze ;) To dość skromna (w sensie, że bez wystawnej zbroi) dziewczyna, ale bardzo ładna i z przyjemnością ją pomalowałam. W sumie nie wiem, do czego Tomek będzie jej używał - Mordheim, WFB czy po prostu będzie ona modelem na półkę. Ale mam nadzieję, że tak czy siak się przyda :)
07.12.2012

Restless WIPs. A jednak zombie!

Jednak przekonałam się do złożenia paru zombiaków do bandy z BtB. Powodów było kilka - chęć posiadania kompletnej bandy, niska dozwolona liczebność trupów (12) połączona z faktem, iż mój nekromanta dostał skilla pozwalającego mu przyzwać k3 zombiaki na bitwę poza limitem... trochę dla klimatu, trochę dla kaprysu, powstały trzy zombiaki. Z perspektywy ostatniej bitwy uważam, że mogłam złożyć jeszcze jednego, ale na razie nie będę tego robić. Jednostka z nich upierdliwa pod względem prędkości, ale bardzo skuteczna i tania. Mimo wszystko szkielety ich nie zastąpią, choć miałam zamiar grać tylko nimi, bez gnijących panów ;)
03.12.2012

Yavarael, sługa wampira

Jego pełne imię brzmiało Yavarael Nin' Sernethiel, ale odkąd zaczął pracować dla ludzi, używał tylko pierwszego członu tego imienia. I tak mieli problem z wymówieniem go; po krótkim czasie przyzwyczaił się do tego, stwierdzając, że z samej dumy nie mógłby wyżyć. Nigdy nie był w swojej ojczyźnie, jego rodzina od dawna żyła na wygnaniu, pozwalając sobie na zależność od miernej i po wielokroć gorszej od siebie rasy ludzi. Yavarael przebolał to; wiedział, że może wiele zarobić dzięki ludzkiej naiwności. Jako najemnik był pożądany na niemal wszystkich wyprawach. Prawie każdy chciał mieć zwiadowcę pod ręką, a elf zwiadowca był kimś najbardziej upragnionym. 

Prędzej czy później trafił do Mordheim. To się musiało stać, było mu pisane, jak każda inna wcześniejsza wyprawa. Yavarael nie wierzył w wiele rzeczy, w które wierzyli ludzie, ale w przeznaczenie wierzyć musiał. Potraktował to jednak obojętnie; zbyt wiele widział już okrucieństwa i śmierci, by przejmować się jakimś tam wymarłym miastem ludzi. Jego zadaniem było tropienie wroga i zabijanie go, a nie wdawanie się w rozmyślania nad głupotą tej nędznej rasy. Ludzie interesowali go tylko wtedy, gdy mu płacili; nic więcej od nich nie potrzebował.

Zdarzyło się to pewnej nocy. Ludziom miny zrzedły i nikt z nich nie chciał zapuszczać się o tej porze na cmentarz. To zrozumiałe - ich oczy nie widziały w ciemności i właśnie w ciemności atakowały ich wszystkie urojone lęki. Yavarael widział doskonale i nie bał się. Ze spokojem przyjął swą ostatnią misję. Był szybszy niż wszyscy spotkani dotąd przeciwnicy. Jego refleks, zwinność i zdolności walki nie miały sobie równych. 

Dopóki nie spotkał na swej drodze wampira.

- Jesteś pewien, że chcesz walczyć, elfie? - zapytał uprzejmie wampir, bez trudu uchylając się przed ciosem. - Nie wiem, czy pragnę śmierci kogoś tak zdolnego i zaprawionego w bojach, jak ty.
- Ja natomiast wiem, że pragnę twojej śmierci - syknął Yavarael i zamierzył się znowu, ale ponownie chybił.
- Ach, śmierć - westchnął wampir. - To tylko iluzja. Dla jednych to koniec, dla innych początek drogi... lecz zawróć, jeśli nie chcesz, by ta droga była dla ciebie wyboista. Ci, którzy służą mi po śmierci, tracą wszystkie zdolności, które mieli za życia. 
- To mnie nie dotyczy - odparł elf. - Nie będę ci służył. 
- Zdecydowałem inaczej - odrzekł wampir i w mgnieniu oka przeszył Yavaraela mieczem.

Gdy nadszedł świt, Yavarael otworzył oczy. Wiedział już, że wampir miał rację. Śmierć była początkiem nowej drogi - drogi, której on, Yavarael, nigdy nie chciał wybierać...
01.12.2012

Raggrim, upadły krasnolud ze świty hrabiego Ludwika

Raggrim przeczuwał, że odnajdzie w Mordheim coś innego, niż skarby - coś, czego wcale nie chciał szukać. Niewiele nowin docierało ze świata do górskich twierdz krasnoludów, lecz nowinę o zagładzie Mordheim słyszano już wszędzie. Dlatego Raggrim niechętnie zgodził się na wyprawę z Burgnirem, lecz nie odmawia się bratu - zwłaszcza starszemu. Wojownik, który lęka się walki, nie jest wojownikiem, powiadał ich ojciec za życia. A Raggrim urodził się, by zostać wojownikiem, jak każdy inny krasnolud z ich rodu.

Śmierć nie spieszyła się zbytnio, by go odnaleźć, lecz deptała mu po piętach. Gdy wreszcie spotkał się z nią oko w oko - przyjęła tym razem postać zwierzoczłeka - zrozumiał, że oto nadeszła jego chwila. Uniósł topór, by zadać ostatni cios przeciwnikowi, lecz czuł, że w zamian otrzyma cios tak potężny, iż już się po nim nie podniesie.  Upadł wprost pod nogi swego brata. Wysoko ponad posiwiałą głową Burgnira rozpościerało się ciemne, nieprzyjazne niebo. Raggrim otworzył usta z wysiłkiem.

- Nic nie mów - powiedział szybko jego pobladły brat. - To był zabójczy cios.
- Wiem... że to... już koniec... - wykrztusił Raggrim. - Pochowaj... mnie... bracie... 
- Dołączysz do naszych przodków - odrzekł Burgnir i to były ostatnie słowa, które Raggrim usłyszał. 
***
Przebudzenie zdumiało go niezmiernie. Był niemal pewien, że umarł, a wobec tego przebudzić się powinien, jeśli już, w innym miejscu - wśród złotych korytarzy i sal, w których królują dawni władcy krasnoludów. Nie tutaj, na litość! 

Znajdował się bez wątpienia ciągle w Mordheim. W Mordheim, na przeklętej, splugawionej ziemi. Wokół panował mrok i chłód bijący od starych grobowców. A więc pochowali go... a przynajmniej próbowali, bo leżał na gołej ziemi, a nie pod nią. Lecz co się stało, że jednak przeżył?

- "Przeżył" to za dużo powiedziane - odezwał się chrapliwy głos zza jego pleców. - Ty tylko wstałeś, a to już nie twoja, a moja zasługa. 

Raggrim odwrócił się z wysiłkiem. Jego ciało odmawiało posłuszeństwa, było poharatane, bezradne, choć nie czuło już bólu. Kierowała nim jakaś inna, nie jego własna, siła. Nie rozumiał, co się dzieje. 

- Nie przejmuj się - uśmiechnął się nekromanta. - Będziesz jeszcze miał okazję do niejednej walki.
29.11.2012

Wierny przyjaciel - kolejne zombie

Dawna willa rodziny von Greifberg świeciła pustkami. Została zrujnowana na lata przed upadkiem miasta - wraz ze śmiercią swego jedynego dziedzica, Ludwika. On sam miał mieszane uczucia, przekraczając progi dawnego domu. Spodziewał się, że poczuje coś - dreszcz podniecenia? Może resztki sentymentu? Na próżno - jego emocje pozostały zimne, niezachwiane, o ile w ogóle gdzieś tam jeszcze były. Widok znajomych pokoi i rozpadających się mebli nie napawał go żadnym szczególnym uczuciem. Odczuwał jedynie ciekawość, a i ta nie była tak silna jak w czasach, kiedy jeszcze był człowiekiem. 

Przeszli do ogrodu, cała upiorna horda, jaką zjednał sobie czarem lub siłą dawny hrabia. W ogrodzie zmieniło się jeszcze mniej. Trawa wprawdzie uschła, ale drzewa nadal rosły - poszarzałe, w większości bezlistne, lecz wciąż żywe w głębi niezłomnych pni. Tam, pod starą jabłonią, Ludwik przystanął na chwilę. Po raz pierwszy poczuł coś. Nie był całkiem pewien, jak nazwać to uczucie. Przypominało mgliście jedną z ludzkich emocji, coś, czego nie czuł od bardzo dawna. Odwrócił się do swych poddanych.

- Zaczekajcie przed domem - rzekł. - Ty zostań ze mną, Edgarze. I weź łopatę. Mam do ciebie prośbę.
- Co zechcesz, panie - zapewnił żarliwie nekromanta. - Czy gdzieś tu ukryte są twoje skarby?
- W pewnym sensie - odparł wampir. - Kop przy tej jabłoni, po północnej stronie. Delikatnie, ziemia nie jest tu zbyt twarda, a nie chcę, aby to, co tam spoczywa, uległo zniszczeniu. 

I Edgar kopał. Ludwik odwrócił twarz w stronę swego dawnego domu. Jak niewiele potrzeba, by wszystko, na co pracowało się latami, całkiem zmarniało, pomyślał. Jak nietrwałe są efekty pracy ludzi, jak daremne ich wysiłki. Nie ma czego żałować w tej wspaniałej posiadłości. Może poza jedną rzeczą...

- Panie - odezwał się nekromanta. - Odnalazłem... tylko zwłoki. To... to chyba pies. Dobrze się zakonserwował, rozkład nie postępuje zbyt szybko. 
- Doskonale - odrzekł Ludwik. - Ożyw go. 
- Słucham? - zdziwił się Edgar. - Panie, przecież to tylko...
- To był jedyny przyjaciel, który nigdy mnie nie zdradził. - odpowiedział wampir. - Nie jestem idiotą, Edgarze. Wiem, że to już nie będzie to samo. Ale skoro znaleźliśmy się po stronie ciemności, chcę, aby i on tu był. Pamiętaj, że zgodziłeś się wypełniać każde moje polecenie.
- Oczywiście, panie - przyznał nekromanta i przystąpił do mrocznego rytuału.
26.11.2012

Restless WIPs - nowe modele. Jeszcze więcej kości...

Skończyłam poprawiać bandę do BtB, ale te poprawki i pierwsza bitwa nastroiły mnie jakoś pozytywnie do dalszych działań modelarskich w tym kierunku... Dawno temu złożyłam parę szkieletów więcej, ale kiedy straciłam serce do tej bandy, zostały tak w walizce... ciągle w podkładzie. Po latach wygrzebałam je i uznałam, że nie są złe. No, bez żadnych wielkich konwersji - po prostu złożyłam sobie parę szkieletów. Z perspektywy czasu mogę sobie żałować, że nie kupiłam wcześniej szkieletów z Khemri (części ich będą w zombiakach, bo po jakimś czasie kupiliśmy je do zupełnie innych celów). Ale w sumie szkielety to ożywione kości z różnych parafii - różnych bitew, różnego pochodzenia. Mogą mieć nieco inne wyposażenie. Pierwotnie miałam używać tych w zbrojach jako wightów, ale jednak nie mogę. Są za bardzo szkieletowi, nie wystarczy ich zakuć w zbroje.
21.11.2012

Restless WIPs - lifting bandy. Licz i nekromanta.

To już koniec samego poprawiania gotowych figurek. Jako ostatni poszli do lekkich poprawek licz wraz z nekromantą, czyli dwaj czarujący panowie - jeden jeszcze żywy, a drugi już dawno zdechły. Nie było przy nich wiele do roboty, ale pewne rzeczy jednak zrobiłam i, jak u całej bandy, dokończyłam podstawki. Wczoraj rozegrałam tą bandą pierwszą bitwę i jestem całkiem zadowolona. Nie jest aż tak słaba, jak sądziłam, choć niestety niskie statystyki licza bolą. Nadrabia jednak paroma innymi rzeczami, więc nie jest najgorzej. Trupy wprawdzie ze sporymi stratami, ale jednak wygrały swą pierwszą bitwę.
15.11.2012

Restless WIPs - lifting bandy. Grave guards.

Dziś dalej w ramach liftingu - grave guardzi, czyli bohaterowie. Figurki nabyłam chyba drogą wymiany z kimś w zamian za malowanie ;) Nie pamiętam, były bez tarcz, ale tarcze akurat dolepiłam z ramek szkieletów. Były całkiem przyzwoicie pomalowane te 3-4 lata temu, ale teraz jednak dobrze było je trochę poprawić, żeby pasowały do reszty bandy. To banalnie proste modele - szmaty, metaliki i jakieś tam drobiazgi. Bohaterowie z nich tacy w miarę mocni (jak na tę bandę, gdzie szef ma same dwójki w WS, BS, S i T). Zamierzam ich wystawić prawie na WYSIWYG  - prawie, bo zabrakło mi w początkowej rozpisce 5 zk na trzecią tarczę ;)
14.11.2012

Restless WIPs - lifting bandy. Szkielety + wight.

Dzisiaj liftingu bandy ciąg dalszy, nadal stronnicy, ostatni z nielicznej (jak do tej pory) gromadki. Jak już wspomniałam, nie składam zombiaków do tej bandy (chyba, że będę mieć corpse bomb), więc zostały tylko dwa szkielety i wight. Kościotrupów złożyłam pięciu, ale tylko dwaj doczekali się w swoim czasie pomalowania (teraz nadrabiam zaległości, więc będą też nowe kościaki). Wight jest również obowiązkowym stronnikiem w bandzie, bo jako jedyny zdobywa doświadczenie. W jego roli występuje model, który mamy od bardzo dawna (zwany pieszczotliwie Lordem Szkieletorem), ale do niczego się do tej pory nie przydawał. Odróżnia się jednak od zwykłych szkieletów do tego stopnia, że nie będzie kłopotu z odróżnianiem stronników. Poszukuję starych figurek w podobnym stylu - jeśli ktoś ma, chętnie odkupię. Limit wightów w bandzie wynosi 3, a chciałabym, by banda była kompletna.
11.11.2012

Restless WIPs - lifting bandy. Strachy na wróble

Dawno, dawno temu... nie, to nie początek bajki. Kiedy wyszło BtB, zaczęłam sobie składać bandę tamtejszych trupów. Niestety składanie i malowanie nawet podstawowego składu zajęło lata, a pełnego składu banda się nigdy nie doczekała. Trudno mieć pretensje do kogokolwiek poza sobą, ale na usprawiedliwienie dodam, że granie w BtB nie weszło niestety wówczas do klubu i niewielu było zainteresowanych. Trudno więc było kończyć bandę, którą nie było okazji zagrać. Stąd nazwa Restless WIPs, którą nadałam tej wiecznie niedokończonej pracy... Ostatnio jednak w SDK postanowiliśmy - gramy w BtB! Nie ma chyba lepszej okazji, by wreszcie zabrać się na dobre do tej bandy. Podstawowy skład został pomalowany ponad prawie trzy lata temu - licz, nekromanta, strażnicy grobowców oraz dwa szkielety, wight i strachy na wróble. Zombiaków do tej bandy postanowiłam w ogóle nie robić, bo tymi mogę zagrać w zwykłe Mordheim, a do klimatu Restless Dead bardziej pasują mi szkielety (droższe tylko o 5zk w rozpisce). Nigdy nie skończyłam ich podstawek, a i malowanie po tych latach przestało mi trochę odpowiadać, więc postanowiłam - prócz domalowania paru stronników - delikatnie przemalować całość, żeby odpowiadała obecnemu poziomowi malowania.
09.11.2012

Mordheim freelancer - wersja piesza i konna

Dawno temu dostałam ten model w prezencie od Tomka. To chyba jedna z figurek lubianych przez malarzy biorących udział w konkursach typu Golden Demon... trudno się dziwić, bo pieszy model jest wyjątkowo fajny, a konny bardzo złożony i jest spore pole do popisu. Widziałam sporo wersji tej figurki - NMMy, piękne czyste szaty, inne efekty. Miód po prostu. U mnie założenie było inne. Freelancer nie mógł być czystym i pachnącym panem na koniu. Musiał pasować do Mordheim, gdzie miarą bohaterstwa jest nie to, czy nie zabrudziłeś sobie spodni, ale to, czy w ogóle żyjesz... Dlatego moja wersja jest może odrobinę mroczniejsza i brudniejsza.
07.11.2012

Budujemy własne Mordheim - Plac Żebraków

Oto jedno z miejsc, którego upadek nastąpił już przed zagładą Mordheim. Do roku 1971 ten skromny kawałek ziemi należał do rodziny Kohlerów. Kohlerowie nie mieszkali nigdy w Mordheim, a ich najdalsi krewni dawno opuścili miasto, lecz życzeniem ich (spełnianym oczywiście za odpowiednim dofinansowaniem) było utrzymanie skweru jako zadbanego, pięknego miejsca, gdzie zmęczeni podróżni lub mieszkańcy mogli spocząć na chwilę, wsłuchać się w kojący szum fontanny i podziwiać piękno miasta. Do wspomnianej wyżej daty właśnie tak to wyglądało. Rzeźbione kolumny (postawione tam wyłącznie dla ozdoby), nieduża fontanna i stojące wokół wykładanej kamieniem ścieżki ławeczki zachwycały każdego, kto znalazł się w tej okolicy. Pech chciał, że ród Kohlerów wygasł i ziemia przeszła w ręce miasta. Skwer szybko podupadał, kiedy okoliczna dzielnica stała się siedliskiem biedoty, a że znajdował się w sąsiedztwie karczmy, to szybko zapełnił się wszelkiej maści opojami i żebrakami. Wielu z nich nocowało tam, klecąc z połamanych już ławeczek i podartych szmat prymitywne szałasy. Znosili tam złom i wszelkiego rodzaju śmieci i mimo częstych interwencji miejskiej straży nie udało się nigdy przywrócić miejscu dawnej świetności. Zyskało ono miano Placu Żebraków, czasem zwanego też Skwerem Włóczęgów - oczywiście z powodu zamieszkującego tam elementu. Po upadku Mordheim niewiele się tam zmieniło. Ruina pozostała ruiną, jeno nieco bardziej opustoszałą. Choć nie do końca - nadal zdarzy się, że obozują tam różne istoty - niekoniecznie jednak będące ludźmi...
05.11.2012

Aragorn, syn Arathorna

Nie malowałam figurek chyba z miesiąc. Raz, że miałam trochę makiet do odnowienia przed turniejem, a dwa, że nie bardzo był poza tym czas na cokolwiek. Dopiero teraz postanowiłam pomalować kilka figurek "na rozruch", zanim wezmę się za coś większego (czyt. kolejną bandę do Mordheim i oddział do armii WE). Tego Aragorna kupiłam jeszcze w sierpniu i tak sobie czekał w stanie surowym na pomalowanie. W końcu się doczekał. To mój ulubiony model Aragorna, żaden inny się według mnie nie umywa do tego. Nie przepadałam nigdy za tym "królewskim" Aragornem - najbardziej podobał mi się jako strażnik prosto z dziczy ;)
04.11.2012

Mordheim - kampania z mapą - wnioski z playtestów

Dobrych parę miesięcy temu opracowałem i udostępniłem szerszej publiczności zestaw "Zaawansowanych zasad kampanii" do Mordheim. Od tego czasu mieliśmy okazję przetestować te zasady dość gruntownie w warunkach bojowych, w gronie klubowym. Kilka(naście) bitew z zastosowaniem ww. zasad i mapy Miasta Potępionych pozwoliło na wyłapanie licznych niedociągnięć w obecnie istniejącej wersji zasad oraz na wyciągnięcie szeregu wniosków przydatnych w opracowywaniu wersji przyszłych. Czy zatem mogę z czystym sumieniem napisać, że te zasady się sprawdziły?
30.10.2012

Z cyklu "Makiety z SDK" - dom, któremu brakło okien

W ramach odnawiania domków z SDK przejęłam do odnawiania jeden, któremu nie brakowało niczego... prócz okien. W oryginale miał jedno okno od frontu... w ogóle jedno na cały dom, o ile dobrze pamiętam. Fajna makieta, ale dla strzelających band dość niegrywalna. Zresztą mało realistyczna (realizm w grach fantasy do pewnego momentu jednak jest wart przestrzegania), bo kto by mieszkał w domu bez okien? Na przytułek dla obłąkanych to nie wyglądało. W każdym razie, podstawą w zmianach było wycięcie nowych okien. Od razu kilku, a co.
28.10.2012

Z cyklu "Makiety z SDK" - mały dodatek

Jak już wcześniej pisałam, wśród ostatnio odnowionych makiet znalazła się też ta przeszkadzajka. To też z kołchozu Leszcza i Telchara, jednak domkiem nie było to nigdy. Ot, niewielki narożnik, idealny by się schować przed ostrzałem wroga. W ramach akcji odnawiania też poszedł pod pędzel. Nic wielkiego, ale dla przyzwoitości umieszczam w osobnej notce, chociaż pisać o niej nie mam za bardzo czego ;) Poza wymianą podłogi nie było tu większych zmian. Podłoga oczywiście z patyczków laryngologicznych ;) Standardowe mchy i porosty na koniec. Zapraszam do obejrzenia.
27.10.2012

Z cyklu "Makiety z SDK" - ciąg dalszy odnawiania

Jeszcze przed turniejem udało mi się odnowić trzy makiety - właściwie dwie, trzecia to bardziej przeszkadzajka niż domek. Jako że turniej obfitował w różne wrażenia, to zapomniałam zupełnie o tym, że zdjęcia makiet udało mi się przed oddaniem ich do SDK zrobić. Dzisiejsza makieta to jeden z dobrze znanych i lubianych domków z pierwszego Mordheim Leszcza i Telchara. Wykonany z materiałów na miarę dawnej szkoły robienia makiet - czyli głównie tektura ;)
23.10.2012

Turniej Mordheim "Gniew Bogów" w Warszawie - relacja

W minioną niedzielę mieliśmy okazję zorganizować i brać udział w turnieju Mordheim w Warszawie. Już drugi raz w tym roku spotkaliśmy się w lokalnym, ale całkiem licznym gronie, aby pograć w system powszechnie uznany za wymarły ;) Na szczęście frekwencja i zabawa na turniejach skutecznie przeczy temu poglądowi. Mordheim żyje i ma się dobrze, przynajmniej u nas. Zapraszam do przeczytania kilku poturniejowych wrażeń z punktu widzenia zarówno organizatora, jak i uczestnika.
18.10.2012

Z cyklu "Makiety z SDK" - domek zabity dechami

Dzisiaj coś większego niż poprzednia makieta. To też jeden z początkowych domków Telchara i Leszcza, zrobiony do ich pierwszego miasta.  Został odrobinę przebudowany (tzn. bardziej zrujnowany), ale poza tym niewiele w nim zmieniałam. Potrzebował głównie wzmocnienia, bo tektura odrywała się od podstawki i wikol z piaskiem był konieczny. Mogłam jeszcze zmienić dach (pytanie za 100 punktów: co z tym dachem jest nie tak? ;)), ale był solidny i dobrze się trzymał, więc uznałam, że to bez sensu.
17.10.2012

"Gniew bogów" - w przededniu turnieju Mordheim...

Już w najbliższą niedzielę (21.X.2012) w Staromiejskim Domu Kultury w Warszawie odbędzie się turniej Mordheim "Gniew bogów" - zapowiadany przeze mnie już jakiś czas temu.

W przededniu turnieju pozwolę sobie przekazać Wam kilka najistotniejszych informacji związanych z tym nadchodzącym wydarzeniem.
16.10.2012

Z cyklu "Makiety z SDK" - wieża

Miło mi stwierdzić, że SDK zastaliśmy drewniane, a powoli zostawiamy murowane ;) W pewnym momencie odnowionych (nie tylko przeze mnie i Tomka) makiet przybyło i ostatnio nawet zastawiliśmy nimi ładny (taki naprawdę ładny) stół. Powoli wybieramy ze stosów starych makiet te, które są grywalne, ale wymagają odświeżenia i odmalowania, ew. drobnych modyfikacji. Tak jest ze starymi makietami Leszcza i Telchara. Pod względem grywalności są super, natomiast potrzebowały modelarskiego wzmocnienia do warunków klubowych. Wieża to taki skromny początek, bo makiet tych jest jeszcze kilka.
11.10.2012

Raport z kolejnej bitwy Ostlandczyków - po wakacyjnej przerwie

Po wakacjach postanowiliśmy pograć trochę w Mordheim przed rozpoczęciem nowej kampanii. W poprzedniej kampanii nie zdążyliśmy zagrać wielu bitew i dlatego stwierdziliśmy, że czas ją dokończyć, albo chociaż pociągnąć jeszcze trochę. Odgrzebałam figurki i rozpiskę i oto jest - banda Ostlandczyków znów w akcji. Wracam tym samym do tradycji pisania raportów bitewnych z perypetii Gerharda Hartmanna i członków jego klanu. Graliśmy scenariusz dający zawsze dużo radości - "Noc Bezgłowego", gdzie bandy spotykają się oko w oko z... Jeźdźcem Bez Głowy. 
05.10.2012

Bilbo Baggins

Jakiś czas temu dorwałam na Allegro figurkę Bilba. Model tani, to kupiłam bez wahania. Zawsze lubiłam zarówno tę postać, jak i ten model, bo fajny, prosty i zarazem klimatyczny. Zresztą to cenię w figurkach z LotRa - nie są naładowane ekwipunkiem czy obwieszone jak choinki, a mimo to potrafią być efektowne. Pomalowałam go już jakiś czas temu, ale ostatnio nie było czasu na nic, więc wrzucam dopiero teraz.
30.09.2012

"Gniew bogów" - Turniej Mordheim w Warszawie, 21.10.2012

Zachęceni sukcesem ostatniego turnieju i nie mogąc doczekać się kolejnego, z przyjemnością informujemy o planowanym już wkrótce turnieju Mordheim w Warszawie . 
Tematyka nadchodzącego turnieju związana będzie z panteonem bóstw Starego Świata, którzy również i w Mieście Potępionych walczą o wpływy - rękami swoich wyznawców, kapłanów, a niekiedy i w drodze bezpośredniej ingerencji w świat śmiertelników...
28.09.2012

Kolejna barykada (do SDKu)

W ramach krótkiego przerywnika pomiędzy odnawianiem kolejnych klubowych makiet dorwałem parę dni temu w swoją łapę z hakiem barykadę, pętającą się w SDKu od niepamiętnych czasów, ale do tej pory nigdy niepomalowaną. 
26.09.2012

Samwise Gamgee

Na tę figurkę czekałam jakiś czas, ale kupiłam ją za grosze na Allegro i cieszę się, że ją mam. Do grupki hobbitów z drużyny brakowało mi już tylko Sama. Teraz udało mi się ją pomalować. Sam jest modelem jak wszyscy inni hobbici - drobnym i pełnym detali, ale to akurat lubię. Z hobbitów mam jeszcze Bilba, a więc w najbliższym czasie będzie jeszcze kolejny hobbit do kolekcji. Na razie jednak "gruby hobbit" - Sam Gamgee - w odsłonie walecznej.
21.09.2012

Z cyklu "Makiety klubowe" - Ten Domek Aż Się Prosił O Pomalowanie

Większość makiet z SDK została zrobiona wspólnymi siłami klubowiczów (ktoś zbudował, ktoś inny pomalował, ktoś odnowił po latach). Dzisiaj coś nietypowego, bo owej imponującej budowli nie wzniósł nikt z DT. Została zakupiona przez Leszcza od Assamitha, który słynął z bardzo ładnych makiet za czasów istnienia strony Najmita.net. Zakupiona w stanie surowym, przez długi czas czekała w szafie na pomalowanie (trochę się zrujnowała po drodze...). W ramach prac konserwatorskich wzięłam i ten domek do pomalowania, bo żal było patrzeć, jak taka makieta marnuje się, stojąc od lat w samym podkładzie i zbierając kurz.
20.09.2012

Z cyklu "Makiety klubowe" - kolejny domek z SDK

Tydzień temu zabraliśmy z SDK dwa domki do pomalowania. Właściwie nie wymagały renowacji, trochę się zrujnowały w czasie przechowywania w klubie, ale że to makiety do Mordheim, to nie uznaliśmy tego za wadę ;) Domek zrobił Telchar na potrzeby klubowe, jest więc to makieta trwała i wytrzymała, dostosowana do warunków turniejowych ;) Zostało tylko malowanie, a że mam teraz trochę czasu, to przygarniam makiety z SDK, bo kiedy wkrótce zaczniemy budowę własnego Mordheim, mogę już nie mieć tyle czasu na inne...
14.09.2012

Tom Bombadil i Złota Jagoda

Dzisiaj coś z półki z prezentami. Blisko już do urodzin Tomka, a moje były w czerwcu, jednak dopiero teraz znalazłam czas i natchnienie na pomalowanie dwóch modeli, które dostałam z tej okazji od męża ;) Toma Bombadila i jego tajemniczą towarzyszkę zawsze darzyłam sentymentem (zawsze, tzn. od przeczytania książki i po odświeżeniu jej grą w LOTRO, bo w filmie ich nie było). Toteż ich figurki musiałam mieć bezwzględnie. Tom Bombadil jest uroczą postacią, a figurka chyba to odzwierciedla. Z kolei Złota Jagoda jest całkiem ładnym kobiecym modelem, choć Tomkowi rzeźba twarzy się nie podobała (zmienił zdanie po pomalowaniu).
13.09.2012

Gandalf Biały...

...a może raczej Gandalf Kremowy lub Gandalf Przybrudzony, bo taki mi wyszedł ;) Mieliśmy go od dłuższego czasu, niestety tylko wersję na koniu (chociaż pieszego Gandalfa szukamy i tak w wersji szarej, a nie białej). Model w sumie dość prosty do pomalowania, bo wielu kolorów to on nie ma. Ale, że lubię sobie utrudniać życie (i nie chciałam, żeby te kolory się zlewały), to postanowiłam samego Gandalfa pomalować raczej w kolorze ecru (ach, te nazwy z czasów szukania sukni ślubnej...), a z konia zrobić standardowego siwka.
10.09.2012

Bimbri, krasnolud z garłaczem

Dzisiaj kolejny (ale już ostatni na jakiś czas) krasnolud, znów formalnie należący do Tomka, bo dostał go jakiś czas temu w prezencie od brata. No, trzeba przyznać, że prezent udany, bo większość figurek z Umbry Turris fajnie wygląda. A że model prosty, to pomalowałam dość szybko. Kolorystyka prosta - klasyczny "czerwony kapturek", bo czerwone płaszcze mają +10 do fajności i dobrze komponują się z blond brodą.
08.09.2012

Burlock Damminsson

Krasnoludów rozmaitych ciąg dalszy. Tym razem coś na wskroś tradycyjnego z WFB - słynny krasnoludzki inżynier, któremu urwało łapę, ale zamiast się załamać, skonstruował sobie protezę godną krasnoluda... ten model kupiliśmy już dawno, ale jakoś kurzył się do tej pory, a jest w sumie fajny i szybki do malowania. Tak więc teraz już Tomek ma kolejny model do swojej wiecznie powstającej armii. Jeszcze tylko kilka oddziałów i będzie mógł grać ;)
04.09.2012

Gimli, syn Gloina

Jedna z figurek, którą zmalowałam na wyjeździe prócz skavenów i zapomniałam o niej z różnych, niekoniecznie wesołych powodów po powrocie. Niestety posiadanie szczurów innych niż te w skali 28 mm na kwadratowych podstawkach wiąże się z różnymi zdarzeniami - również chorobami, wizytami u weterynarza i śmiercią... po kilku trudnych dniach przypomniałam sobie o blogu i figurkach, zwłaszcza że moje skaveny wygrały Modelarską Mobilizację ;) Wracam więc do weselszych spraw tego świata i prezentuję Gimliego.
26.08.2012

Skaveński Klan Eshin atakuje!

I oto nadchodzi kres przygody z malowaniem skavenów. Banda jest gotowa i cóż można powiedzieć więcej... było z nią sporo roboty, ale Modelarska Mobilizacja spełniła swoje zadanie - zmobilizowała mnie do systematycznego malowania :) Jestem zadowolona, że projekt mam za sobą i mogę wreszcie zagrać bandą szczurów, której się nie wstydzę. Na pewno będzie też sporo możliwości różnych rozpisek przy takiej ilości figurek - może i na WYSIWYG będzie się dało grać? W każdym razie z przyjemnością prezentuję fotki "rodzinne", a w zasadzie "stadne" - dziś mało zbędnego gadania, a więcej oglądania!
25.08.2012

Skaveński Klan Eshin - samiec alfa

Skoro był alternatywny wódz, to dziś ten właściwy - samiec alfa w dość pokaźnym stadzie. Deathmaster Snitch, wersja starsza, bo nowa może i jest efektowna, ale niektóre elementy to kompletna pomyłka ;) Ten szczur jest stary, ale znacznie lepiej wpasowuje się w klimat Mordheim i myślę, że sobie poradzi na stanowisku przywódcy stada. Jest to zarazem ostatni model do tej bandy, jaki pomalowałam i wyrobiłam się w terminie z ostatnim etapem MM. Uff! Jeszcze tylko fotki całej bandy i będę mogła uznać skaveny za skończone. Jaką bandę zrobić następną? ;)
24.08.2012

Skaveński Klan Eshin - wódz (alternatywny)

Żwawo-żwawo! To już przedostatni model do bandy ogoniastych. Model chyba dobrze wszystkim znany - poczciwy assassin szczurzy z zatrutymi ostrzami (będzie motywacja do uzbrajania w weeping blades). Mieliśmy co najmniej 2 egzemplarze tego modelu, jeden dostałam na mikołajki w zamierzchłym liceum ;) Może to nawet ten sam. Sklep, w którym został kupiony, dawno nie istnieje, a osoba, która mi go dała, już dawno zapomniała że w ogóle go kupiła, ale szczur doczekał się pomalowania.
23.08.2012

Skaveński Klan Eshin - drugi black skaven

Czas na drugą figurkę z czterech ostatnich, póki pakietu internetowego wystarcza i mogę wrzucać zdjęcia na bloga. Drugi z black skavenów jest jednym z moich ulubionych modeli w tej bandzie. Ma w sobie wszystko to, co prawdziwie groźny skaven mieć powinien - bojowe pazury, szczurka na ramieniu i czaszkę u pasa ;) Zwłaszcza ten szczurek mnie wzrusza. Myślę, że powinien dodawać +1 do Ld ;)
22.08.2012

Skaveński Klan Eshin - drugi nightrunner

Mimo urlopu (na którym wciąż jestem) udało mi się znaleźć trochę czasu na pomalowanie ostatnich figurek do bandy ogoniastych. Wychodzi na to, że w ostatnim etapie MM będę mogła zaprezentować już całą bandę. Zdjęcia mogą nie być rewelacyjne, bo siedzę w lesie (dosłownie), ale robię co mogę ;) Tymczasem model chyba najskromniejszy z ostatnich czterech - nightrunner numer dwa.
17.08.2012

Domek Snajka do Mordheim (do SDKu)

Nie chcę nawet sprawdzać, kiedy ostatnio coś publikowałem; na szczęście dzięki malarsko-skaveńskiej aktywności Skavenblight moja nieobecność na blogu zapewne (przynajmniej taką mam nadzieję ;)) aż tak się w oczy nie rzucała. Rzecz w tym, że czas wakacji nigdy nie był w moim przypadku okresem wzmożonej aktywności hobbystycznej (przynajmniej jeżeli chodzi o szeroko rozumiane hobby figurowe), w przeciwieństwie do np. długich zimowych wieczorów...
13.08.2012

Skaveński Klan Eshin - Veskit the Executioner

Ten model nie należy właściwie do bandy, ale jest skavenem i wstyd byłoby go nie pomalować, skoro udało się go kupić parę lat temu na e-Bayu. Veskit to potężna bestia z ciężkim sprzętem na sobie... czy właściwie wbudowanym w siebie. Większość tej figurki to nie zwyczajna szczurza sierść i szmatki, ale praktycznie sam metal. I obowiązkowa czaszka przytroczona do pasa ;)
12.08.2012

Skaveński Klan Eshin - black skaven

Pierwszy z black skavenów także jest już gotowy. Ten model z flailem nigdy nie należał do moich ulubionych, ale malując go zmieniłam trochę zdanie. Wygląda całkiem fajnie i trzyma klimat Mordheim (obwieszony sakiewkami i trofeami wojennymi), więc wybaczyłam mu niezbyt udaną rzeźbę pyszczka. Zresztą, kto powiedział, że skaveni się tak nie szczerzą, kiedy się wściekną... to tylko nasze własne szczury nie muszą się tak wyszczerzać, bo są zbyt rozpieszczone i leniwe ;)
11.08.2012

Skaveński Klan Eshin - czarownik, czarownik!

Jednak zdążę. Znalazłam dziś rano chwilkę, by dokończyć wspomniane wczoraj figurki i tym samym etap 5 MM udało mi się dokończyć w terminie. Ufff. Dobrze, że największa robota w tej edycji MM przypadła na okres, gdy pracowałam w domu, bo nie wiem, jak mogłabym pogodzić pracę z regularnym malowaniem. W każdym razie to już prawie końcówka. Do pomalowania zostały jeszcze tylko 4 modele. A tymczasem - czarownik. Fajny model, bo nie wygląda na typowego czarodzieja (mroczny kaptur, wielki kostur i księga czarów - nie, to dla skavenów zbyt finezyjne). No i jednak co Mordheim, to Mordheim - trupie główki, czaszki, zwoje - oto, magu, skarby twoje.
10.08.2012

Skaveński Klan Eshin - nightrunner

Żwawo, żwawo! Kończy się 5 etap MM, a ja jeszcze w lesie. Veskit, black skaven i czarownik czekają na zrobienie metalików i podstawek. Mam nadzieję, że jednak zdążę, skoro już nie muszę pracować do czasu środowego wyjazdu :) Całe szczęście, że udało mi się chociaż skończyć jednego z nightrunnerów. W sumie dość prosty model, bez żadnych fajerwerków, ale przyznam, że za to właśnie go lubię. Każdy z tych metalowych skavenów ma w sobie "coś", ale co mi się podoba, to to, że nie są przeładowane. No, może poza Veskitem, ale Veskit to robo-szczur, a nie zwykły skaven.
05.08.2012

Peregrin Took

Tak narzekałam, że nie mam czasu, a jednak wczoraj trochę się go znalazło - powinnam wyrobić się ze skavenami, bo jeden z czterech modeli na przedostatni etap MM jest już gotowy ;) Tymczasem jednak wrzucam jeszcze zaległe fotki kolejnego hobbita, czyli Pippina (na Sama ciągle czekam, ale sprzedawca z Allegro lub Poczta Polska mnie coś zawodzą...). Pippin to figurka równie fajna jak Merry, tylko zdjęcia mniej mi się udały... w rzeczywistości ma twarz, nie mordę ;)
04.08.2012

Meriadok Brandybuck

Od paru dni nie mam czasu wrzucić zaległych zdjęć. Ba, nie mam czasu malować - mam nadzieję, że wyrobię się na kolejny etap MM, bo na razie średnio mi to idzie. Praca, praca, jak mawiają peoni w Warcrafcie 3, roboty jest dużo, a siedzenie w biurze codziennie nie sprzyja malowaniu, nawet jeśli po godzinach mam na to czas, to z siłą gorzej. Ale kończę już marudzenie, bo jest weekend i czas mam, przynajmniej na uzupełnienie bloga o nowe fotki - dziś Merry, czyli kolejny hobbit do kolekcji.
26.07.2012

Frodo Baggins, wersja druga

Przyznaję się bez bicia - nie znam się dobrze na figurkach do LOTRa. Miałam drobny problem z hobbitami, bo ludzie sprzedający je na Allegro sami często nie wiedzą, co sprzedają. I tak zamiast Merry'ego, Pippina i Sama przyszli Merry, Pippin i... drugi Frodo. To znaczy druga wersja Froda. Nieco inna, ale moim zdaniem dużo lepsza niż ta najczęściej spotykana. Dużo bardziej podoba mi się jego twarz i płaszcz. Właściwie nie potrzebowałam drugiego Froda, ale skoro już był i został przygotowany do malowania, to pomalowałam go razem z innymi hobbitami. A Sama już kupiłam i czekam na wysyłkę, więc wkrótce będą wszyscy czterej w komplecie.
25.07.2012

Skaveński Klan Eshin - verminkini (9)

Tak! To już koniec męczarni z verminkinami. Nie, jednak nie mogłabym grać Skavenami w WFB. Malowanie tylu podobnych modeli naraz doprowadza do szaleństwa. Chociaż nie da się ukryć, armia jest fajna i klimatem dużo bardziej różnorodna, niż banda do Mordheim. No, ale jak się nie ma co się lubi... ostatnie dwa szczury stanęły dumnie na półce w gablotce. Na kolejnej półce, bo banda nijak się na jednej nie mieści już na tym etapie.
24.07.2012

Skaveński Klan Eshin - verminkini (8)

Verminkini... znowu, znowu, wydaje się, że nie będzie im końca. Ale to już przedostatnia para verminkinów, więc nie jest tak źle. Dwa całkiem miłe modele, przy których nieźle się bawiłam - zwłaszcza z czarnym płaszczem albinosa. Drugi model to jeden z tych powtarzających się, jednak pomalowany w innych kolorach, więc nie było tak nudno. Chociaż przyznam... powoli robiło się już nudno przy tej liczbie stronników tego samego typu.
23.07.2012

Skaveński Klan Eshin - verminkini (7)

Powoli wynurzam się z nadmiaru verminkinów. W tym etapie Modelarskiej Mobilizacji będzie już na szczęście koniec. Ufff! Ponad połowę bandy stanowią verminkini. Jasne, że nigdy wszystkich naraz nie wystawimy, to raczej kolekcjonerski kaprys, ale pomalować je przecież trzeba. Nie wiem, czy po pomalowaniu tej bandy będę miała jeszcze siłę nią zagrać w kolejnej kampanii ;) Niemniej malowanie idzie mi dość sprawnie. Mimo że mam jeszcze tydzień na oddanie raportu, szczurki są już gotowe.
18.07.2012

Stara dobra Naieth

Niestety, od dawna nie mam czasu zająć się ponownie armią WE. Mam jeszcze trochę pojedynczych figurek (ale niedużo), jednak chciałabym pomalować jakiś oddział. Rzecz w tym, że... nie mam oddziałów, które od razu nadawałyby się do malowania. Wild Riders to spore wyzwanie modelarskie, za które nie mam czasu się wziąć. A w sumie nic innego nie zostało z tego, co mam dostępne do złożenia od zaraz. Jakiś czas temu jednak kupiłam Naieth na Allegro, za jakąś śmieszną sumę z powodu braku kawałka laski - od dłoni w górę. Dorobiłam ten kawałek i pomalowałam po swojemu, czyli na jesienne kolory mojej armii elfów.
15.07.2012

Skaveński Klan Eshin - verminkini (6)

Oto ostatnia już - na ten etap MM - para verminkinów. Oba modele są dość fajne i całkiem je lubię - jeden ma esencję skaveństwa, czyli bojowe pazury, a drugi sprawia wrażenie niepozornego, ale całkiem skutecznego zabójcy. Umaszczenie mają podobne, przynajmniej na zdjęciach, bo w rzeczywistości ten z lewej jest nieco ciemniejszy. Wojowałam trochę z tymi kolorami, bo nie chciałam, by wśród bandy ponad 30 modeli dominowało umaszczenie "brązowe" i "takie szare", tylko żeby było nieco bardziej różnorodnie.
14.07.2012

Skaveński Klan Eshin - verminkini (5)

Kolejna para verminkinów z Klanu Eshin nadchodzi. Tym razem jeden z modeli, który Tomek wcisnął mi dopiero niedawno (a ja w swej dobroci postanowiłam go pomalować ;)) i niewolnik-albinos - prawdziwy albinos, bo ma nawet czerwone oczy. Podobno szczury o czerwonych oczach często w starszym wieku mają problemy ze wzrokiem, ale radzą sobie dzięki węchowi. Chociaż u skavenów to chyba bez znaczenia, bo który verminkin dożywa starszego wieku...
13.07.2012

Skaveński Klan Eshin - verminkini (4)

Skończyłam malować te szczurki już parę dni temu, ale dopiero teraz doczekały się fotek. Pierwsi dwaj verminkini z trzeciego etapu Modelarskiej Mobilizacji są gotowi (podobnie jak reszta, ale po kolei...). Jednym z moich ulubionych modeli jest typek z siecią, bardzo go lubię. Niewolnik jest drobniejszy, ale to i tak chyba mój ulubiony z modeli niewolników, ze względu na tę czapkę. Verminkini to niekończąca się historia... jeszcze jeden etap MM mnie z nimi czeka. Jest ich dość dużo, ale przecież nie ma pośpiechu, prawda?
12.07.2012

Kolejny krasnolud do starej bandy Tomka

Tomek od czasu do czasu powiększa bandę krasnoludów o jakieś nowe modele. Bandę tę malowałam już bardzo dawno temu, jest właściwie kompletna, ale starych metalowych krasnali nigdy za wiele. Tym razem pomalowałam w wolnej chwili starego kusznika. Co dokładnie przy nim było zrobione, nie pamiętam, bo dostałam go do malowania już w podkładzie. Jak wszystkie stare krasnoludy, był całkiem przyjemny do malowania.
11.07.2012

Frodo Baggins

Dawno już nic nie wrzucałam, co nie znaczy, że nie maluję. W rzeczywistości maluję dużo, czasu brakuje jednak na czynności tak prozaiczne, jak zrobienie zdjęć figurkom. Dzisiaj trochę nadrobiłam zaległości, więc w następnych dniach będzie trochę do pooglądania. Dzisiaj - Frodo Baggins, model, którego egzemplarzy mamy w domu aż w nadmiarze. Już kiedyś go malowałam, jako niziołka do Mordheim (kiepski pomysł, wiem), tym razem chciałam do niego podejść nieco poważniej.
01.07.2012

Skaveński Klan Eshin - verminkini (3)

To już ostatnia para verminkinów z tego etapu Modelarskiej Mobilizacji. Znów spora różnica wzrostu i budowy, ale chyba niewolników z WFB pojawi się jeszcze kilku, bo Tomek chciał koniecznie modele z procami, a tych nie mieliśmy zbyt wiele. Wygląda na to, że było mu jeszcze mało, bo dorzucił mi do malowania jeszcze dwa modele (to tak żebym się nie nudziła między pracą a domem ;)), ale jakoś je upchnę w terminach. Całe szczęście nie maluję teraz nic na zamówienie, więc ograniczają mnie terminy MM i własna ambicja ;)
30.06.2012

Skaveński Klan Eshin - verminkini (2)

Dzisiaj kolejne dwa skaveny. Znowu z pewną różnicą wzrostu, bo jeden to (w WFB przynajmniej) niewolnik, drugi zaś - wolny skaven (o ile można mówić o wolnych skavenach). W Mordheim jednak wszystkie skaveny są równe, więc każdy może być urodzonym mordercą. To kolejne dwa modele do tego etapu Modelarskiej Mobilizacji (dwa ostatnie też już skończyłam, wrzucę zdjęcia jutro). Myślę, że wyszły całkiem-całkiem, mam nadzieję, że na całą (dość liczną...) resztę verminkinów też wystarczy mi sił.
29.06.2012

Skaveński Klan Eshin - verminkini (1)

Kolejne figurki pomalowane w ramach Modelarskiej Mobilizacji to verminkini. Właściwie tych będzie w bandzie najwięcej... przez najbliższe tygodnie nie czeka mnie nic innego ;) Są tam różne figurki, starsze, nowsze, jak widać niektóre różnią się nieco wielkością, ale w końcu wśród zmutowanych szczuroludzi nie ma to aż takiego znaczenia. To dopiero dwie z sześciu figurek, jakie mam pomalować do końca tego etapu (czyli do niedzieli). Na szczęście dwie ostatnie już powoli kończę. Nie ma lekko, praca nie rozpieszcza, czasu na malowanie jest mało, ale przecież sześć figurek w dwa tygodnie nie stanowi takiego wielkiego wysiłku, prawda?
28.06.2012

Raport bitewny - lekko spóźniony

Ostatnio nie miałam zbyt wiele czasu na dokończenie raportu z poprzedniego tygodnia. Fakt, że spotkanie w tym tygodniu w ogóle się nie odbyło, też nie podziałał na mnie mobilizująco... W końcu jednak udało mi się skończyć raport z bitwy, w której udział wzięły 3 bandy oraz mała grupka piratów po stronie jednej z nich. Brzmi to może jak nierówne szanse, ale zważywszy, że tą bandą był liczący 17 ludzi Marienburg... cóż, nie było innego sposobu, jak zawiązać chwilowy sojusz. Złe wystawienie modeli z mojej strony zapewniło mi zwycięstwo, ale walki nie było wiele - tak to czasem bywa w multiplayerach...
20.06.2012

Galadriela i zwierciadło

To jedna z figurek, które kupiliśmy niedawno. Przyszła pocztą, pomalowana... cóż, jak na allegrowe standardy, to w sumie nienajgorzej, ale i tak poszła do rozpuszczenia. Za to zainspirowała mnie podstawka, była naprawdę fajnie zrobiona, w każdym razie pomysł. Wykonanie wody nie spodobało mi się (poxipol, nawet bez farby), ale sam pomysł owszem, więc skopiowałam to w mojej wersji tego modelu. Lubię go, przede wszystkim za prostotę, bo jest prosty, a jednak daje pole do popisu. To jedna z tych figurek, która wygrywa Golden Demony w swojej kategorii (nie w moim wykonaniu oczywiście, chodzi o sam model ;)) właśnie dzięki temu.
17.06.2012

Skaveński Klan Eshin - szczuroogr

Oto druga część prac do Modelarskiej Mobilizacji. Druga część na ten etap, oczywiście... wyznaczyłam sobie zakończenie prac nad gigantycznymi szczurami i szczuroogrem. Udało mi się to w 100%. Szczuroogr jednak nie był tak delikatny dla wroga, jak wielkoszczury. Nie pozostawił żadnej nadziei biednemu Kislevicie, który wpadł w jego potężne łapy. Cóż, dla szczuroogra to coś na miarę naszych czekoladek nadziewanych alkoholem - dobre jedzenie i do tego z niespodzianką ;) Oczywiście nie obyło się bez krwi, wyprutych flaków i tak dalej...
15.06.2012

Skaveński Klan Eshin - (wielko)szczury

Od dawna chcieliśmy złożyć sobie bandę Skavenów. Szczurze klimaty są nam nieobce, ale bandy porządnej dotąd nie mieliśmy; jedynie plastikową, pomalowaną dawno temu, która nadaje się, żeby awaryjnie ją komuś na turniej pożyczyć. Jednak od dłuższego czasu Tomek zbierał i przygotowywał do malowania sporą bandę złożoną wyłącznie z modeli metalowych. Wyszła dość liczna, jak na Skavenów przystało. Aby się zmobilizować, postanowiłam przystąpić z nią do Modelarskiej Mobilizacji na portalu The Node. Dzięki temu pójdzie mi to dość sprawnie, chociaż wyrobienie normy na każdym etapie to też wyzwanie.
13.06.2012

Raport z kolejnej bitwy Ostlandu

Czekaliśmy długo, ale doczekaliśmy się wreszcie ponownego spotkania w SDK. Mimo meczu znalazła się garstka ochotników, którzy zechcieli przyjść wczoraj wieczorem i trochę pograć. Było bardzo sympatycznie, choć kameralnie, a mi trafiło się wyjątkowe szczęście w rzutach. Efektem tego było zwycięstwo z Marienburgiem, jakiego jeszcze chyba w życiu nie miałam. A do tego na dobre zakończenie gry ogr ostlandzki został bohaterem... zapraszam do lektury kolejnego raportu. Mam nadzieję, że się spodoba.
09.06.2012

Boromir, dumny syn Gondoru

Ostatnio na blogu było trochę cicho, ale nie dlatego, że nic nie robimy. Przeciwnie, w figurkach dzieje się jak zwykle dużo, tylko nie wszystko jeszcze jest na 100% gotowe, a niegotowych prac pokazywać tu nie lubimy (z małymi wyjątkami oczywiście). Coś, co jest skończone ponad wszelką wątpliwość, to kolejny model do LotRa, czyli Boromir z rogiem. Boromir, którego tak bardzo lubiłam mimo jego licznych wad i który tak marnie skończył...
31.05.2012

Legolas, czyli mała nowość w naszych projektach figurkowych

Tak jakoś wyszło, że ostatnio dużo siedzimy w klimatach tolkienowskich. Trudno więc było nie skusić się na to, by pomalować kilka modeli... pewnie wszyscy pamiętają pisemko, z którym wychodziły te figurki parę lat temu. Dla wielu młodszych od nas ludzi pierwszymi figurkami w życiu były gobliny z Morii ;) Z tych czasów zachowało się w zbiorach kilka modeli, w tym Legolas, który poszedł na pierwszy ogień z prostego powodu - jako jedyny nie był upaćkany farbą ;) Oczywiście mając kilka figurek, chciałoby się mieć więcej... a rynek wtórny LotRa rozpieszcza bardziej niż w przypadku innych systemów bitewnych (choć w sklepie te figurki są droższe). Dlatego chyba tak prędko tego nie skończymy. Nie jest to nic pilnego, mały poboczny projekt, bardziej kolekcjonerski, chociaż od kolekcjonowania do zagrania już niedaleko...
30.05.2012

Wood Elf Waywatchers

Tak jak mówiłam, miałam ochotę pomalować sobie oddział. W moim przypadku "oddział" to po prostu tyle figurek, ile mam danego typu ;) Nie posiadam bowiem zbyt dużej armii, a z tego, co było gotowe do malowania od razu (bez długotrwałego konwertowania, jakie będą mnie kosztowali np. wild ridersi) to już właściwie (poza kilkoma bohaterami) koniec. Robota przy strażnikach ścieżek bywała niewdzięczna ze względu na ilość powtarzających się modeli. Nie miałam na to wpływu - część kupiłam, część dostałam i wyszło tak, że dwa modele powtarzały się po 3 razy, a że wszystkich jest tu 9, to 2/3 stanowi atak klonów. Może i szkoda, może i kiedyś dokupię więcej, ale na razie musi wystarczyć to, co jest, bo i tak zaczynam mały poboczny projekt figurkowy, który trochę funduszy będzie kosztował, już nie mówiąc o bandzie skavenów do Mordheim.
28.05.2012

Raport z drugiej bitwy kampanii w SDK

Znów z lekkim opóźnieniem, ale wrzucam raport z drugiej bitwy. Tym razem Ostlandczycy mieli trochę więcej szczęścia, albo raczej przeciwnik miał nieco większego pecha i udało im się zwyciężyć, choć nie obyło się bez emocji. Zobaczymy, jak będzie dalej, bo dwie bitwy to jeszcze niewiele (w poprzedniej kampanii rozegraliśmy chyba 11). W każdym razie zapraszam do przeczytania!
23.05.2012

Najemny zabójca trolli do Mordheim

Nowy raport bitewny już "się pisze", a w przerwie pomiędzy pokażę wreszcie nowego slayera. Pomalowałam go już jakiś czas temu, a zdjęcia kurzyły się na dysku, ale trzeba wreszcie się ruszyć i napisać o nim kilka słów. Z początku miał być jednym z zabójców do plastikowej bandy Tomka (prawie plastikowej), ale ostatecznie uznaliśmy, że będzie po prostu zabójcą - najemnikiem. Różni się trochę od innych zabójców, nie tylko tym, że ma goły tyłek ;) Lubię go, mimo tego zdechłego szczura na plecach, który niezbyt miło się kojarzy ze względu na naszych domowych ulubieńców ;)
21.05.2012

Nowa kampania Mordheim w SDK - raport bitewny (z punktu widzenia Ostlandczyków)

Dzisiaj trochę twórczości związanej z nową kampanią, jaką rozpoczęliśmy tydzień temu w SDK. Kampania tym razem została "udziwniona" o zasady poruszania się po mapie i zajmowanie dzielnic. Choć na początku było nam trochę trudno przestawić się na nowe ustalenia (było nas dość sporo, frekwencja niemal turniejowa), jednak udało nam się mimo wszystko rozegrać bitwy. Bitwy były dość zaciekłe, nam trafiła się bitwa multiplayerowa na trzy osoby. Postanowiłam sobie, że w nowej kampanii będę regularnie zapisywać raporty bitewne z punktu widzenia mojej bandy - a gram teraz Ostlandem. Dlatego (lepiej późno niż wcale - jutro kolejna bitwa) napisałam pierwszy raport ze spektakularnej porażki, jaką ponieśli tydzień temu Ostlandczycy. Zapraszam do czytania :)
13.05.2012

Mordheim - zaawansowane zasady kampanii (z mapą)

Jedną z moich pierwszych myśli po tym, gdy wiele lat temu zobaczyłem dość szczegółowy i wielce klimatyczny szkic mapy Mordheim, była chęć rozegrania kampanii, w której pełniłaby ona funkcję mapy taktycznej, a bandy graczy przemieszczałyby się po poszczególnych terytoriach Miasta Potępionych, w każdej jego części napotykając inne niebezpieczeństwa. Sporo jednak wody w rzece Stir musiało upłynąć, zanim ta wizja zaczęła nabierać realnych kształtów...
09.05.2012

Niziołek złodziej do Mordheim

Dzisiaj najemnik trochę mniej popularny od swego pobratymca - niziołek złodziej. Niepozorny i dość rzadko spotykany na stołach, ale - jak to niziołek - często zaskakuje swoją żywotnością oraz zdolnościami strzeleckimi. Wprawdzie nie strzela z łuku, a rzuca nożami, ale nie należy tego ignorować - nigdy nie zapomnę, kiedy niziołek złodziej Tomka ściągnął mi jednym celnym rzutem brutala z Karnawału Chaosu... mamy tę figurkę od dawna, ale jakoś nigdy jej nie pomalowałam. Nadrobiłam tę zaległość teraz.
06.05.2012

Najemny niziołek do Mordheim

Dzisiaj drobny przerywnik, który postanowiłam sobie zafundować pomiędzy malowaniem nowego oddziału do armii a poprzednią bandą do Mordheim. Ja rzadko wynajmuję niziołka zwiadowcę (rzadko gram bandą, która mogłaby go wynająć), ale Tomek bierze go stosunkowo często, więc myślę, że bardzo się przyda. To oryginalny niziołek do Mordheim, który przybył do przeklętego miasta w pełnym rynsztunku - czego chcieć więcej?
05.05.2012

Wood Elf Highborn with great weapon

Ostatnio trochę odgrzebałam moją armię, jak widać. Miałam zająć się głównie pojedynczymi bohaterami czy dużymi stworami, ale jednak chyba w najbliższym czasie pomaluję jakiś oddział. Zatęskniłam trochę za tym. Na razie jeszcze jeden pojedynczy gość do mojej armii - bardzo go lubię i cieszę się, że udało mi się go kupić w czasach, kiedy jeszcze był metalowy. Teraz oczywiście też nie jest problemem go dorwać na Allegro, ale trzeba uważać na finecasty.
03.05.2012

Skegbur, krasnoludzki górnik i wojownik klanowy

Zupełnie nieoczekiwanie, wskutek przemiłej niespodzianki, którą sprawiła mi przedwczoraj Natalia :*, jedna z naszych starszych band do Mordheim, powstała jeszcze przed otwarciem Hakostwa, czyli Dwarf Treasure Hunters (wersja metalowa), wzbogaciła się o nową figurkę, a ściślej rzecz biorąc klasycznego V-edycyjnego górnika, który w bandzie będzie pełnił funkcję przede wszystkim wojownika klanowego uzbrojonego w broń dwuręczną.
29.04.2012

Wood Elf Treeman - groźne drzewo z brodą

Nie ma co ukrywać - praca nie zawsze sprzyja rozwijaniu hobby, zwłaszcza w momencie, gdy dostajemy kupę roboty z terminem "do końca miesiąca", a koniec miesiąca jest bliski. Tak było ze mną i dlatego nie miałam czasu na zrobienie porządnych fotek całego Ostlandu (ale postaram się nadrobić) i również nie po drodze mi było z wrzuceniem tu zdjęć mojego drzewca. Dziś drzewiec rozkwita (jesiennie :P) z okazji długiego weekendu majowego, który na szczęście mam wolny i mogę nadrobić braki w malowaniu i składaniu modeli...
21.04.2012

Ruinki z gipsowych klocków do SDKu, sztuk dwie

Odnawianie makiet z naszego klubowego asortymentu, zgromadzonego obecnie w Staromiejskim Domu Kultury, bynajmniej nie ustało po zakończeniu serii prezentowanych tutaj "przeszkadzajek". Wręcz przeciwnie, nabrało nieco impetu, a do klubu zdążyło już trafić kilka terenów po renowacji, których do tej pory jeszcze nie miałem okazji zaprezentować szerszej publiczności. W kolejce do prezentacji czekają obecnie kolejne cztery makiety, w trakcie odnawiania już kolejne, a lista oczekujących na - używając określenia Dwalthrima - "tuning" stale rośnie.
16.04.2012

Gerhard Hartmann z Ostlandu

Doszliśmy już niemal do końca. Pozostał jedynie Gerhard, kapitan dzielnej drużyny. Składałam go ja i przyznam, że jestem z niego zadowolona. Właśnie tak miał wyglądać w początkowej fazie planowania (jeszcze bez bitsów) i udało mi się to uzyskać. Gerhard jest, jak widać, już dość wiekowy. Nie oznacza to jednak, że jest za stary na wyprawę do Mordheim. Przeciwnie, drzemią w nim jeszcze młodzieńcze siły i wielka wola walki. Dlatego zachęcam do obejrzenia go i przeczytania jego historii. Zdjęcia grupowe bandy zrobię, jak tylko światło będzie lepsze - niestety ostatnio dni deszczowe i trudno o dobre oświetlenie.
15.04.2012

Wiosenne porządki

Mimo iż treść Hakostwa - głównie dzięki Skavenblight i jej regularnym notkom ;) - jest stale aktualizowana i ciągle się rozwija (mimo okresowych wahań w częstotliwości publikacji), o rozwoju trudno mówić pod względem formy, która to zatrzymała się jeszcze gdzieś w okolicach 2010 roku. Jako osobnik odpowiedzialny za tę część naszego blogowego przedsięwzięcia uznałem, iż najwyższy czas coś w tej materii zdziałać.
14.04.2012

Bernhard Hartmann z Ostlandu

Drugi z braci krwi, Bernhard, jest typem nieco innym od swego brata. Nieco bardziej niepokornym, nieco mniej rozsądnym... ale o tym za chwilę. Składałam go ja, dość nieudolnie wówczas mi to szło. Po latach skończył go Tomek, który wprawdzie nie zmienił podstawowego założenia (facet z rogiem), ale przynajmniej kształt rogu wyszedł mu właściwy. Po skończeniu zostało tylko malowanie. Typek miał być groźny i zły, ale chyba mimo wszystko wygląda dość dobrotliwie ;) W każdym razie, zapraszam do obejrzenia go. Następny będzie wreszcie kapitan :)
12.04.2012

Franz Hartmann z Ostlandu

Święta jak co roku nie sprzyjały robotom modelarskim. Z tego powodu i na blogu nastała cisza, chociaż nie jest to cisza aż taka straszna, bo poza tym, że nowych modeli brak, na prezentację wciąż czekała reszta bohaterów Ostlandu. Dzisiaj pierwszy z blood brotherów, Franz - składany przez Tomka i malowany oczywiście przeze mnie. Franz jest osobnikiem dość interesującym, chociaż może nie aż tak jak jego brat, którego pokażę tu w najbliższym czasie ;) Lubię go i malowanie go było samą przyjemnością, bo panowie z dużymi mieczami są całkiem fajni. Zapraszam do przeczytania jego historii i obejrzenia, jak się prezentuje :)
03.04.2012

Wilfried, kapłan Taala z Ostlandu

Chociaż Ostlandczykom nie udało się zawalczyć w turnieju, to nadal mają plany na przyszłość. I to bardzo śmiałe, bo nowa kampania klubowa powinna rozpocząć się już niedługo. Bohaterowie postanowili wreszcie się ujawnić - oto Wilfried, kapłan Taala i największa duma swego twórcy - Tomka. Pamiętam, jak wątpliwej jakości internetem na komórce sprawdzał wygląd czaszki jelenia i wzorując się na ściągniętym zdjęciu, starał się wyrzeźbić czachę odpowiednią do rogów, wziętych z bretońskiego hełmu... czacha barania pochodzi już w całości z części od szkieletów, ale nad czaszką jelenia napracował się dłużej, niż nad niejedną figurką. Wilfried doczekał się wreszcie pomalowania, a jego historia - publikacji. Zapraszam więc :)
01.04.2012

"Magiczny Sztorm" - Turniej Mordheim w Warszawie, 31.03.2012

Wczoraj odbył się z dawna oczekiwany turniej Mordheim "Magiczny Sztorm", który mieliśmy przyjemność organizować. Po 2 latach udało mi się Tomka przekonać do turnieju ;) Wprawdzie były Mad Daysy w Lublinie, ale to nie to samo, co od zera zorganizować wszystko na własnych śmieciach. Jednak po Mad Days oboje stwierdziliśmy, że może już czas zrobić coś w Warszawie i zaplanowaliśmy turniej na wiosnę 2012 roku. Wszystko udało się zrobić w porę, ekipa przyszła może nieliczna, ale za to bardzo zapalona do wspólnej zabawy i dzięki temu był to chyba najweselszy turniej Mordheim, na jakim mieliśmy przyjemność być.
28.03.2012

Gruag, ogr-najemnik z Ostlandu

Chociaż nie jest to konieczne, czasem lubię mieć "najemników tematycznych", tylko dla danej bandy. W przypadku Ostlandu wydało nam się to wręcz konieczne, bo ogry ostlandzkie powinny być nieco inne niż zwyczajne imperialne ogry, jakich wiele wynajmuje się podczas wypraw do Mordheim. Grom i Gruag pasowali do siebie i pasowali do bandy. Gruag uzbrojony jest w miecz odebrany jakiemuś imperialnemu wojownikowi, który po swej śmierci raczej go już nie potrzebował. Dla człowieka był to miecz dwuręczny, ale ogr z powodzeniem może go trzymać w jednej z potężnych łap ;) Muszę jeszcze raz pomalować kanty podstawki, bo widzę, że trochę się nie domalowało gdzieniegdzie. Poza tym jednak jestem z tej figurki zadowolona. Jednak nie ma to jak stare ogry, a nie te plastikowe tłuściochy :) Zapraszam do przeczytania jego historii i do obejrzenia... bo to już ostatni stronnik z tej bandy.
26.03.2012

Grom, ogr-stronnik z Ostlandu

Wreszcie jakiś "nieludź" z Ostlandu. Wielkiego wyboru nie miałam, bo w Ostlandzie ogr być musi. Nawet, jeśli ktoś nie wynajmuje ogra najemnika, to pozostaje jeszcze obowiązkowy ogr stronnik. Grom jest właśnie takim ogrem. Składałam go już dawno temu i właściwie skończyłam, wymagał tylko kilku kosmetycznych poprawek przed malowaniem. Jakiś czas temu udało się je wykonać i Grom już jest pomalowany i czeka na swą pierwszą bitwę. Ponieważ WIP nie był pokazywany, to i historia tego dość dużego stwora pojawi się dopiero dzisiaj - zapraszam do przeczytania i obejrzenia :)
25.03.2012

Bruno Berg, ostatni pijak z Ostlandu

...i przy okazji syn poprzedniego pijaka, czyli Ottona. W odróżnieniu od ojca, kontroluje jeszcze swoje potrzeby fizjologiczne, ale nie jest to powód, dla którego rodzina mogłaby być z niego dumna. Właściwie takich powodów nie ma w ogóle; Bruno jest zwyczajny obibokiem i moczymordą, kimś, kogo w rodzie Hartmannów nikt nie szanuje. Mimo to został zabrany do Mordheim, może w nadziei, że wreszcie uda się go pozbyć.
24.03.2012

Makieta z SDK - sobotnia mobilizacja modelarska

Miałam wrzucić dziś ostatniego pijaka z Ostlandu, ale traf chciał, że dziś mam akurat nowe dzieło z sobotniego spotkania w SDK, podczas którego kończyliśmy pewne klubowe projekty modelarskie. I tym razem to ja malowałam tę makietę, nie Tomek ;) Makieta jest po przejściach - ostatnio, podczas remanentu, postanowiliśmy wyrzucić parę starych i zniszczonych makiet. Tak się złożyło, że Stasiek zapomniał wyrzucić makietę, której miał się pozbyć i w domu zaczął ją odnawiać. Szczerze mówiąc, już nawet nie pamiętam, jak przedtem wyglądała, bo przeszła całkowitą metamorfozę. Ja otrzymałam ją już w podkładzie, gotową do malowania. Do turnieju został tylko tydzień i kilka rzeczy trzeba wykończyć.
20.03.2012

Otto Berg z Ostlandu

Dzisiaj coś nowego z Ostlandu. Banda jest prawie skończona - zostało mi dokończenie jednego z braci krwi i pomalowanie Starszego. I dobrze, bo turniej coraz bliżej, a pomysłu grania Ostlandem sobie z głowy nie wybiję. Na pewno też nie wybiję sobie z głowy ruffianów. A skoro oni pojawią się na stole, to pojawi się i Otto Berg. To jedna z tych figurek, co do których mam nadzieję, że Blogspot okaże się liberalny i nie usunie ich z hostingu ;) Po prawdzie Otto nie robi nic zdrożnego. Może jest co najwyżej nieporządny, nieokrzesany... ale nagość to jeszcze nie pornografia ;)
18.03.2012

"Magiczny Sztorm" - Turniej Mordheim w Warszawie, 31.03.2012

Miło nam oznajmić, iż po ponad dwóch latach posuchy turniejowej w stolicy odbędzie się turniej Mordheim. Tym razem tematyka turnieju związana będzie z magią, a ściślej rzecz biorąc z bardzo gwałtownymi magicznym zjawiskami - prawdziwym "Magicznym Sztormem"!

Szczegóły w rozwinięciu posta.
15.03.2012

Christoph Hartmann z Ostlandu

Trzeci z ostlandzkich meneli jest podobny trochę do drugiego, z tą różnicą, że jeszcze nie leży, a dopiero jest w locie ku chłodnej, oczekującej go po każdej pijatyce glebie. Jest to ojciec jednego z myśliwych (tego z łukiem i brzydką mordą), jak można się domyślić, nie przysparza synowi powodów do chwały. Ale do Mordheim został zabrany, bo w końcu to rodzina, a rodziny wyrzec się nie można. Tak przynajmniej twierdzi Gerhard Hartmann.
12.03.2012

Heinz Kempler z Ostlandu

Dzisiaj figurka pijaka, której wcześniej tu nie pokazywałam. Trochę z tego powodu, że projekt powoli wtedy przygasał, a trochę dlatego, że nie chciałam narazić się na zarzutu, że zmontowałam figurkę dla ultra-powergamerów ;) Prawda, że czołgający się ludek łatwo schowa się za byle krawężnikiem. Ale prawda jest też taka, że nie zrobiłam go w tym celu. Byliśmy wówczas z dala od turniejów, nastawieni na gry domowe, ewentualnie z przyjaciółmi w kameralnym gronie. Pewnie nigdy nie użyję go na turnieju ze względu na kontrowersje, jakie mógłby budzić, ale do domowych gier nada się chyba nieźle.
11.03.2012

Łowcy z Ostlandu - zdjęcie rodzinne

Ruffiani już pomalowani i właściwie miałam dzisiaj wrzucić zdjęcia kolejnego z nich, ale na Tom's Boring Mordheim Forum poproszono mnie o zbiorcze fotki łowców. Pomyślałam - czemu właściwie nie i zrobiłam kilka zdjęć na szybko. A że głównie wrzucam zdjęcia na bloga, to traktuję go już trochę jak serwer hostingowy i dla porządku to rodzinne zdjęcie wrzucam także tutaj.
07.03.2012

Paul Hartmann z Ostlandu

Dzisiaj już kolejna jednostka, nie myśliwy, a tym razem pijak. Lubię tych ostlandzkich pijaków i bardzo się cieszyłam na ich malowanie. A tego wybrałam na pierwszego z jednego powodu - był także pierwszą figurką do Ostlandu pokazaną na blogu. Było to wieki temu, chyba we wrześniu 2009. Nawet wtedy miał już swoją historię. Prostą, ale w końcu to prosty człowiek.
04.03.2012

Siegfried Herzl z Ostlandu

Dzisiaj mogę zaprezentować ostatniego z myśliwych - Siegfrieda, którego wcześniej tu nie widziano, a to z powodu kilku poprawek, których wymagała ta figurka. Ale lepiej późno niż wcale - Siegfriedowi w stosunku do reszty myśliwych chyba nic nie brakuje, a ja teraz mogę w spokoju malować pijaków. Jest to kolejny model z fantazyjnymi rękawami, ale na nim wyszły już lepiej niż na Volkerze. Chłopak rusza do boju z bronią palną, jak na Ostlandczyka przystało. Jego historii nie było tu wcześniej, więc będzie teraz. Zapraszam :)
03.03.2012

Robert Hartmann z Ostlandu

Dzisiaj dotarliśmy do jednego z dwóch niepokazywanych do tej pory na blogu łowców z Ostlandu - Roberta. Były dwie takie figurki, wiecznie niedokończone - ale ostatnio doczekały się wykończenia i pomalowania. Ten oto młody człowiek jest, jak widać, łucznikiem - jednym z mniejszości wśród myśliwych z Ostlandu. Ma swoją historię, która dziś zostanie opowiedziana po raz pierwszy. I ma coś jeszcze - parszywie brzydką gębę ;) Zapraszam do przeczytania dziejów Roberta Hartmanna i obejrzenia, jak się prezentuje.
01.03.2012

Volker Berg z Ostlandu

Dzisiaj kolejny z myśliwych (jeszcze dwóch ich będzie, ale spokojnie - już się chylą ku końcowi). Ten pan zwie się Volker i pochodzi raczej z mało chlubnej części rodziny, gdyż jego brat i ojciec trudnią się głównie piciem i zaciąganiem długów. Na szczęście Volker jest inny i dzięki temu załapał się na wyprawę w charakterze myśliwego, a nie opoja (jak jego najbliżsi). Nie jest to może moja najbardziej udana konwersja, ale ujdzie w tłoku, nie?
29.02.2012

Rudolf Kempler z Ostlandu

Zanim luty się skończy, wrzucam jeszcze szybko kolejnego myśliwego - tym razem łucznika Rudolfa. Ten sympatyczny brodacz nie jest jakoś wyjątkowo skonwertowany - typowy łucznik imperialny. My dodaliśmy do niego tylko cięciwę przy łuku. Ma dość śmieszną twarz, ale do naszej koncepcji Ostlandu pasowała, więc nie mieliśmy oporów przed jej wykorzystaniem.
26.02.2012

Karl Hartmann z Ostlandu

Skoro już mam trochę czasu na malowanie, to wrzucam kolejną figurkę myśliwego - tym razem Karla, którego nazwaliśmy kiedyś wstępnie "wkurzonym Leninem". Chyba po malowaniu przestał trochę wyglądać jak Lenin (mam taką nadzieję), na pewno sporo mu to dało ;) Myśliwy z niego jak to myśliwy - ten akurat wybrał broń palną, robiliśmy ich tak, aby mieć wybór między strzelbami/ garłaczami a łukami. Jak na Ostland przystało, więcej chyba jest tych, którzy strzelają z broni palnej, ale kilku łuczników też się już w bandzie znalazło.
25.02.2012

Heinrich Wiesmann z Ostlandu

Dzisiaj ostatni ze zwykłych krewniaków, których zrobiliśmy do bandy tylko trzech. Nie wiem, czy nawet tylu będziemy używać, ale wypada jakichś mieć. Nie jest to jakaś szczególna figurka, na swoje nieszczęście jest również mało fotogeniczna, ale cóż poradzić. Ciut brudny od pracy w polu i niezbyt urodziwy Heinrich też ma swoje miejsce w bandzie. Wyposażenie ma tradycyjne dla tego typu wojowników, czyli jakaś biedna pałka i śmieszny sztylecik. No, ale zawsze może liczyć na szczęście...
23.02.2012

Michael Kempler z Ostlandu

Dzisiaj kolejny myśliwy z Ostlandu. Tym razem Michael Kempler, którego historia już kiedyś była tu opisywana. Całkiem prosta figurka złożona z moich ulubionych imperialnych łuczników, dzięki czemu bardzo miło mi się ją malowało. Całe szczęście, że myśliwych jest aż siedmiu i mam jeszcze co malować ;)
22.02.2012

Markus Hartmann z Ostlandu

Ostatnio był Reinhard, teraz pora na Markusa, jego brata. Oprócz tego, że nasi Ostlandczycy to wieśniaki i opoje, mają też inną wyróżniającą ich na tle innych band cechę - wszyscy są w jakiś sposób ze sobą spokrewnieni (poza ogrami, rzecz jasna). Składanie bandy zaczęliśmy od rozrysowania drzewa genealogicznego ;) Tak się składa, że Markus jest akurat bratem Reinharda, ale nie jest myśliwym - to zwykły krewniaki, jakich wiele. Ale załapał się na wyprawę, chociaż nie był z tego powodu specjalnie zadowolony - w odróżnieniu od brata, nie przepadał za przygodami...
20.02.2012

Reinhard Hartmann z Ostlandu

Malowanie Ostlandczyków postępuje. Tym razem wzięłam się za myśliwego, Reinharda. Jego historię opisałam już dawno temu, przy okazji złożenia tej figurki. Nie mogłam się doczekać malowania imperialnych łuczników, bardzo lubię te figurki. Wiele modeli do Ostlandu powstało właśnie na ich bazie - ich, milicji i greatswordów. Reinhard to jeden z moich ulubionych modeli - jest prosty, zwyczajny, starałam się nie przekombinować przy jego składaniu.
17.02.2012

Barykady do Mordheim by Dębowa Tarcza (do SDKu) - cz. 11

W ostatnim poście, w którym zakończyłem prezentowanie serii dwudziestu odnowionych "przeszkadzajek", wspomniałem, iż uzupełniłem ją o jeszcze jedną makietę, która wprawdzie nigdy nie była częścią tej serii, ale obecnie odnowiłem ją przy okazji prac nad ową dwudziestką. 
13.02.2012

Jakob Kempler z Ostlandu

Ostatnio postanowiliśmy wrócić do zaczętej jeszcze w 2009 roku bandy Ostlandczyków. Większość modeli została skończona i zapodkładowana, ale projekt rozmył się jakoś w natłoku innych... obecnie kilka najważniejszych modeli (bohaterowie i ogry) wymaga jeszcze dokończenia, za to stronnicy są gotowi do malowania. Na pierwszy ogień pomalowałam jednego kina, czyli gościa o przeciętnych charakterystykach warriora, w ostlandzkim klimacie. Nasza wizja Ostlandu jest jedną z dwóch najczęstszych - banda zapijaczonych wsioków przemierza leśne ostępy, by dotrzeć do Mordheim. Dlatego włożyliśmy sporo serca w składanie jej i oto pierwsza figurka.
12.02.2012

Barykady do Mordheim by Dębowa Tarcza (do SDKu) - cz. 10

Zaprezentuję dzisiaj wreszcie ostatnie dwie z serii dwudziestu mordheimowych barykad, które przez ostatnich parę tygodni w ramach "czynu społecznego" odnawiałem do Staromiejskiego Domu Kultury. Wszystkie makiety trafiły już na miejsce i służą nam dobrze podczas klubowych rozgrywek. Oczywiście jest to zakończenie jedynie tej serii; w zanadrzu mam jeszcze trochę terenów, które czekają na odnowienie i podobnie jak "przeszkadzajki" prędzej czy później do klubu trafią ;). Tymczasem jednak zapraszam do obejrzenia ostatnich dwóch z serii właśnie ukończonej.
09.02.2012

Barykady do Mordheim by Dębowa Tarcza (do SDKu) - cz. 9

Po parunastu dniach przerwy w pracach nad odnawianiem naszych starych klubowych makiet, przystąpiłem do odnawiania ostatnich czterech z serii dwudziestu barykad i "przeszkadzajek". Jak to często pod koniec bywa, perspektywa rychłego zakończenia projektu zmobilizowała mnie do intensywnej pracy. 
06.02.2012

Nicodemus

Tę figurkę zna chyba każdy, kto miał do czynienia z Mordheim. Chociaż Postaci Dramatu rzadko się używa (właściwie to wcale - służą chyba głównie dla smaczku i ozdoby...), to jednak wypada do kolekcji dołączyć co najmniej kilku. Najchętniej wszystkich ;) Dzisiaj przyszła kolej na Nicodemusa, który jest... cóż, jest typowym magiem z dużą laską, spiczastym kapeluszem i długą brodą. Ale i tak miło się go malowało.
02.02.2012

Orzeł Leśnych Elfów

Wreszcie udało mi się pomalować coś nowego. Tym razem figurkę, którą "odziedziczyłam" - nie wiem, skąd pochodzi model, ale miałam ochotę pomalować coś na dużej podstawce i tak padło na tego ptaszka. Malowanie go zajęło paradoksalnie mniej czasu, niż samo przygotowanie modelu do malowania. Nieocenioną pomocą przy łataniu w nim dziur oraz wierceniu nowych, tam gdzie ich nie było, okazał się Tomek :) On umie lepiej niż ja dorzeźbić brakujące elementy. Ja za to zajęłam się podstawką, bo już od dawna miałam ochotę użyć odlewów tych kolumn.
31.01.2012

Kampania "noworoczna" Mordheim w Staromiejskim Domu Kultury

W ostatnich dniach nieco zwolniliśmy tempo publikowania nowych postów, czy to figurkowych autorstwa Skavenblight, czy też makietowych autorstwa mojego. Dzisiaj na koniec miesiąca krótki, acz ważny post na temat nieco inny; potraktujcie go jako zaproszenie do odwiedzenia strony, o której już swego czasu na Hakostwie wspominałem, a o której zaraz jeszcze parę słów napiszę, a - kto wie - może nawet i zaproszenie do wspólnej rozgrywki, a ja go potraktuję jako nadrobienie pewnej zaległości i zaniechania, jakiego dopuściłem się przez nieopublikowanie w porę pewnych informacji na blogu.
19.01.2012

Barykady do Mordheim by Dębowa Tarcza (do SDKu) - cz. 8

Dzisiaj post krótki i zwięzły - przyznam, że nie wiem za bardzo, co by można jeszcze o tych "przeszkadzajkach" napisać. Krótko mówiąc: pora na dwie kolejne barykady.
Konstrukcje całkiem standardowe - nieco już omszałe i odrobinę zarośnięte kupy gruzu, desek, tu i ówdzie jakaś beczka, czy taczka. Wykonane przed laty, o ile dobrze pamiętam, przez Staśka "Dwalthrima" - dzisiaj zaś mam przyjemność zaprezentować je w całej okazałości po renowacji.
17.01.2012

Mistrz Verridan, czarnoksiężnik

Jorgen pośpiesznie wdziewał swą szatę. Nie przepadał za nią; była długa i często się o nią potykał, ale czuł się w niej bardziej profesjonalnie. Spojrzał szybko do magicznej księgi i wyszeptał tajemniczą formułę. Z zadowoleniem spostrzegł, jak w jego dłoni materializuje się kula ognia. Niewielka, ale zawsze. Ogniste kule zawsze robią wrażenie na potencjalnych pracodawcach. Dobrze, że nigdy nie wymagano od niego referencji. Większość byłych pracodawców albo nie żyła, albo przeklinała go do tej pory. Ale co było innego do roboty w okolicach Mordheim? Jasne, można jeszcze zostać jednym z najemników. Ale Jorgen nie był nigdy mocny w walce. Do strzelania tym bardziej zdolności nie miał, nawet nie umiał utrzymać poprawnie łuku. Takie życie, jeśli przed katastrofą, zamiast uczciwie pracować, wiodło się żywot szalbierza i pasera. Całe szczęście, że nie zdążył sprzedać tej księgi o magii; mógł się douczyć co nieco, bo jako mag nigdy daleko nie zaszedł, edukację zakończył bardzo szybko. Przypiął do szaty kilka magicznych kart i amuletów; były warte tyle, ile wiara innych w ich skuteczność, ale to właśnie ta wiara dawała Jorgenowi jakiekolwiek szanse zarobku. Obwieszony amuletami i czaszkami prezentował się wystarczająco mrocznie, by pozbawić pracodawców wszelkich wątpliwości. Wprawdzie od ich dźwigania nieraz po całym dniu bolały go plecy, ale gra warta była świeczki.

Gdy skończył się ubierać, zajrzał do butelki. Na dnie ostał się jeszcze łyk dość podłej gorzałki. Wypił pośpiesznie, słysząc, że ktoś dobija się do drzwi jego wozu, w którym był zmuszony tymczasowo mieszkać. Wstał niechętnie i otworzył drzwi. Jego oczom ukazały się istoty dość mizerne, garbate i o wyraźnie niezdrowym kolorze skóry. Ubrane były głównie w szmaty. "Żebracy", przemknęło przez głowę Jorgenowi, ale wydusił z siebie krótkie powitanie w nadziei, że jednak się pomylił.
- Mistrz Verridan? - zapytał jeden z przybyszów.
- Jam jest - odparł Jorgen, lekko zdumiony. - Jesteście pewni, że szukacie właśnie mnie?
- Ej, ty - warknął drugi. - Nie myśl sobie, że nie mamy poważnej oferty. Przysłał nas Ludwik von Greifberg. Kojarzysz to nazwisko na pewno.
- Tak... z miejskiego cmentarza. Gdzieś mi mignęło na nagrobku.
- Brawo, mistrzu. Możesz być z siebie dumny. Hrabia zaprasza do współpracy.
- Ale jak... - Jorgen nagle urwał i zrozumiał. - Ale ja... ale ja... - kombinował gorączkowo, co powiedzieć, aby wykręcić się od współpracy z nieumarłymi.
- Ale ty żądasz zapłaty z góry - domyślił się jeden ze sługusów wampira i wyjął sakiewkę. - Trzydzieści, prawda? Przelicz i chodź, bo trochę nam się spieszy.

Jorgen przeliczył w pośpiechu. Ku jego zdumieniu pieniądze były prawdziwe. I nikt nie żądał od niego pokazu sztuczek magicznych ani innej formy rozmowy kwalifikacyjnej.
- Panowie - uśmiechnął się, choć dość blado. - Mistrz Verridan jest do waszej dyspozycji.
15.01.2012

Ludwik von Greifberg, wampir

Caroline powtarzała mu od dawna, że jest stworzony, aby rządzić. Słodka Caroline... jej kasztanowate włosy tak pięknie powiewały na wietrze. Ludwik miał prawdziwe szczęście, że zgodziła się wyjść właśnie za niego. Nie dość, że odwzajemniała jego uczucie, to jeszcze pochodziła z dobrej rodziny i dla Ludwika był to kolejny, już niemal ostatni krok do tego, by rodzina von Greifberg odzyskała to, co jej się słusznie należało. Hrabia von Steinhardt nie był niczemu winien, intryga sprzed dziesięcioleci nie była jego udziałem i w gruncie rzeczy Ludwik całkiem go lubił. Nie na tyle jednak, by przyznać mu prawo, którego mieć nie powinien.

Zdradzili go. Wszyscy. Brat, któremu nagle uwidziało się sympatyzować ze Steinhardtem, a który przed umierającą matką onegdaj przysięgał, że pomoże rodzinie odzyskać ziemie. Przyjaciele, z którymi Ludwik się kształcił i dorastał, a którzy obiecywali mu choćby zamach, jeśliby było trzeba. I Caroline, słodka Caroline... jej oczy zwróciły się nagle ku innemu, a dusza stała się obca. Żadna inna zdrada nie bolała nawet w połowie tak, jak zdrada ukochanej. To ona sprawiła, że Ludwik zawarł pakt z ciemnością i poprzysiągł zemstę.

Ale to była przeszłość. Minęło kilka lat, jeśli nie kilkanaście; trudno było się doliczyć co do dnia. Ludwik przeleżał je w krypcie, na wpół śpiąc, na wpół czuwając. Jego rodzina dawno nie odwiedzała grobu; wszyscy wyprowadzili się do rodzinnego miasta po jego rzekomej śmierci. Miał wiele czasu na przemyślenia. Miał wiele czasu, by ukryty w krypcie wsłuchiwać się w wiatr, szmer głosów zza cmentarnego muru, niespokojny oddech miasta. Czuł, że coś jest nie w porządku, że dni mieszkańców Mordheim są policzone. Nie umiałby dokładnie tego wyjaśnić, ale jakiś szósty zmysł, nabyty wraz z wampiryzmem, podpowiadał mu, iż niedługo nadarzy się wyjątkowa okazja do powrotu na należne mu miejsce.

Tamtego dnia powstał po zmierzchu, bacząc by nikt go nie dostrzegł w pobliżu cmentarza. Z dala słyszał już orkiestrę i głośne śmiechy rozradowanych gości. Bal u hrabiego na pewno zorganizowano z przepychem. Zakrył twarz kapturem i przemknął w kierunku wielkiej balowej sali. Ludzie zdawali się go nie zauważać, choć instynktownie odsuwali się od niego, jakby czuli powiew chłodu. Nikt jednak nie patrzył w jego stronę. Tylu znakomitych gości zaproszono tego dnia na bal, że Ludwik niemal wtopił się w tłum.

Z daleka dostrzegł błękitną suknię i kasztanowate włosy, upięte w szykowny kok. Przyspieszył kroku, widząc, jak kobieta kieruje się w stronę ogrodu. Skradał się powoli, zachowując cały czas bezpieczny dystans. Nie zależało mu na pośpiechu, chciał zaczekać, aż zostaną sami. Kluczył za nią wśród ścieżek, gdy oddalała się od gwarnego tłumu. Jeszcze chwila, pomyślał. Jeszcze jeden krótki moment... już...

Jej twarz niewiele się zmieniła. Może przybyło jej kilka zmarszczek, ale bez wątpienia nadal była to ta sama słodka Caroline. Wargi pobladły jej gwałtownie, gdy Ludwik zrzucił kaptur i odsłonił twarz. Cofnęła się z głośnym krzykiem.

- Ludwiku! - zawołała. - Czyżbym oszalała? Przecież nie żyjesz, pochowali cię tyle lat temu!
- Umysł masz w porządku, naprawdę tu stoję – uśmiechnął się Ludwik. - Zdaje się, że i ty nienajgorzej się trzymasz, moja droga. Twa uroda przemija tak wolno, że śmiertelni zapewne tego nie dostrzegają. Ja sam mam kłopoty, by orzec, ile masz lat. Z pewnością w urodzie jesteś bardziej stała niż w uczuciach.
- Ludwiku... - szepnęła Caroline. - Ja ci wytłumaczę... zrozum...
- Rozumiem – odrzekł Ludwik, nie patrząc na nią. - Zresztą żal, gniew i rozczarowanie minęły mi już dawno wraz z wszelkimi innymi uczuciami, jakimi obdarzałem istoty ludzkie. A w obliczu zmian, które wkrótce nadejdą, nie ma co roztrząsać dawnych zdrad i drobnych kłamstw, jakimi mnie karmiłaś. - Spojrzał nagle prosto w jej oczy. - Nakarmisz mnie raz jeszcze, moja duszko? Ten jedyny, ostatni raz... - wargi wampira rozciągnęły się w upiornym uśmiechu.
Dopadł ją gwałtownie; prawie się nie szarpała. Może zemdlała zanim jeszcze zatopił zęby w jej szyi, może straciła przytomność ze strachu? Pił jej krew z równą rozkoszą, z jaką niegdyś smakował jej pocałunki. Była ciepła, słodka i odurzająca niczym najlepsze wino.

Gdy skończył, położył delikatnie jej zwiotczałe ciało na trawie za żywopłotem. Otarł wargi chusteczką i z uśmiechem ruszył w stronę sali balowej. Zostało jeszcze kilka godzin, a może minut. Na scenie cyrkowcy właśnie dawali pokaz swych umiejętności. Należało się tym nacieszyć, skoro nie było już nadziei na ocalenie miasta.

Ludwik usiadł w pierwszym rzędzie i z zadowoleniem rozparł się na fotelu, oczekując spektaklu.
13.01.2012

Barykady do Mordheim by Dębowa Tarcza (do SDKu) - cz. 7

Projekt odnawiania mordheimowych "przeszkadzajek" przeznaczonych do klubowych gier SDKowych powoli dobiega końca; ukończyłem kolejne cztery, a ostatnim czterem już niewiele do ukończenia brakuje. Innymi słowy istnieje wysokie prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, iż w najbliższy wtorek na stołach klubowych zagości już cały komplet, a ja z czystym sumieniem będę mógł przeznaczyć swoje hobbystyczne moce przerobowe innym projektom, niekoniecznie makietowym (choć tym zapewne również, gdyż trochę starych makiet do odnowienia w domu mi jeszcze pozostało).
12.01.2012

Edgar, nekromanta

Edgar doskonale pamiętał tamten dzień; kolejny dzień wyglądania przez okno i lęku, że uczelnia w Altdorfie istotnie wysłała za nim list gończy i że ktoś w końcu go dopadnie. Był zmęczony; osiadł tymczasowo w małej chatce, w najpodlejszej dzielnicy Mordheim i zbierał jakieś bezużyteczne zioła, które następnie sprzedawał ludziom jako cudowne lekarstwo na kurzajki, bezsenność i wypadanie włosów. Nie cierpiał tej roboty, ale tylko udając znachora i zielarza mógł mieć pewność, że nie zostanie rozpoznany. Uniwersytet w Altdorfie znajdował się daleko, ale Edgar spędził tam kilkanaście lat i wiedział, że potrafili ścigać ludzi w podobnych przypadkach długo i do skutku.

Jednak jeśli zakazane księgi, które Edgar ukradł z biblioteki uniwersyteckiej mówiły prawdę, to wkrótce mógł już przestać się obawiać kogokolwiek. Ten, kto ma władzę nad śmiercią, nie musi się bać nikogo. Studiował te księgi wiele lat. Przeprowadził niejeden eksperyment, zanim wykryto jego poczynania na uczelni. Wydał sporo złota na opłacenie usług porywaczy zwłok i nieraz poniósł porażkę, próbując wskrzesić gnijącego trupa. Ale to było zanim odkrył kryptę w Mordheim. W sumie był wdzięczny losowi, że rzucił go do tego miasta. Tylko tu znajdowały się grobowce, które po wstępnych oględzinach okazały się prawdziwą skarbnicą dobrze zachowanych zwłok.

Gdy zapadł zmierzch, Edgar zamknął drzwi swej chaty i zapakował księgi do torby. Miasto opustoszało, ludzie pospiesznie chowali się do domów. Na szczęście w okolicy cmentarza nie było już nikogo. Przeszedł przez bramę i przekradł się cicho do sporej, porośniętej mchem krypty, znajdującej się nieopodal. Tego grobu od lat nikt nie odwiedzał; Edgar obserwował go przez ostatnie dni i wiedział, że rodzina von Greifberg nie ma w Mordheim już żadnych krewnych. To dobrze, pomyślał, nie zauważą zbyt szybko, co się stało.

Rytuał trwał długo, ale Edgarowi po raz pierwszy udało się odprawić go zgodnie z instrukcjami zawartymi w księgach. Czuł w kościach, że tym razem się uda. Cały świat będzie leżał u jego stóp, śmierć nie będzie miała do niego dostępu. Gdy skończył, w krypcie zapadła całkowita cisza. Edgar nie słyszał nawet bicia własnego serca. Z emocji zaczęły mrowić go palce. Usłyszał za sobą czyjś ruch i w mgnieniu oka odwrócił się, oczekując, że ujrzy strażnika lub innego niepożądanego gościa.

Ale to nie był strażnik; oczom Edgara ukazał się elegancki mężczyzna, wysoki i blady. W jego oczach było coś zimnego, co kontrastowało z jego przyjaznym spojrzeniem. Edgar mimowolnie zadrżał, pierwszy raz widząc nieumarłego.

- Nieźle ci szło, ale potrzebujesz jeszcze wprawy, przyjacielu – odezwał się nieznajomy. - Myślę, że mógłbym ci pomóc, jeśli ty pomożesz mi.
- A więc nie udało mi się – odrzekł Edgar, zawiedziony. - Byłeś tu wcześniej, nie jesteś moim dziełem.
- Owszem, a poza mną wszystkie trupy w tej krypcie rozpadły się już na proch. Ja zaś jestem tu od dawna, czekając, aż będę mógł zawładnąć tym miastem ponownie. Nie jestem niczyim dziełem. Wampiry nigdy nie zawdzięczają daru wiecznego życia ludziom.
- Jesteś więc wampirem.
- Owszem, mój drogi. Urodziłem się, by władać. Umarłem, by powrócić. To miasto chyli się ku upadkowi. Ludzie jeszcze tego nie wiedzą, ale ja przeczuwam to od dawna. A gdy miasto upadnie, ja będę mógł powrócić na należne mi miejsce. Nie potrzebuję wielu sług, by tego dokonać. Ale nekromanta by mi się akurat przydał.
- Chcesz... abym... dla ciebie... - zająknął się Edgar.
- Myślę, że układ jest uczciwy. Ty zrobisz coś dla mnie, a ja nauczę ciebie wszystkiego, czego dowiedziałem się o śmierci i jej pokonywaniu.
Oczy nekromanty zabłysły z radości.

10.01.2012

Jens, trzeci dreg

Mimo okoliczności i upływu czasu Jens nadal czuł wstyd. Gdyby nie wystraszył się jeszcze bardziej niż konie podczas uderzenia komety, może powóz udałoby się zatrzymać, ba – może udałoby się w porę uciec z miasta. Był znakomitym woźnicą i pan de Gorges bardzo go doceniał. Tak bardzo, że postanowił zabrać go w drogę powrotną do Bretonii i uczynić kimś – to znaczy swoim wiernym sługą, ale dla Jensa, wychowanego w zapadającej się chatce pod miastem była to i tak wielka nobilitacja.

Ale teraz wszystko już było stracone. Konie poniosły, Jens stracił nad nimi panowanie, a powóz przewrócił się i pan de Gorges skręcił kark. Jens tułał się od wielu dni samotnie po zrujnowanym mieście, szukając schronienia przed różnymi upiornymi istotami i jedzenia, którego wiecznie mu brakowało. W końcu wpadł na pomysł, by powrócić do domu swego dawnego pana. Znał tam każdy kąt i wiedział, gdzie jest spiżarnia. Czemu nie? Przyspieszył kroku, dostrzegając z daleka znajomy budynek. Minął bramę i ostrożnie zakradł się do środka, kierując swe kroki ku piwnicy. Ku swemu rozczarowaniu nie znalazł jednak nic prócz paru zgniłych ziemniaków. Ostrożnie wszedł po sypiących się schodach na górę, do sypialni hrabiego. Widok wielkiego lustra przeraził go, gdy zrozumiał, że widzi siebie. Czy on aż tak się zmienił? Wielodniowa tułaczka i głód przemieniły go w istotę tak ohydną, że ledwo mógł ścierpieć swój widok. Odwrócił się z obrzydzeniem i wrzasnął, widząc trzy paskudne stworzenia, przypominające ledwo co ludzi, owinięte w jakieś szmaty i szczerzące nadgniłe zęby. Jedna z istot schwyciła go za ramię i zatopiła w nim kły. Jens wrzasnął z bólu i przerażenia.

- Fuj – burknęła istota, plując jego krwią na podłogę. - Żywy! Przysiągłbym, że śmierdzi jak zdechlak.
- Ty, Hubi, jak jesteś głodny, to wszystko dla ciebie jest padliną – zaśmiał się skrzekliwie drugi potwór.
- Ukręcimy mu łeb? - zapytał trzeci z nadzieją.
- Nie – odezwał się niski, cichy głos.
Jens podniósł oczy i spostrzegł bladego mężczyznę, owiniętego eleganckim płaszczem. Był śmiertelnie blady i miał nienaturalnie wielkie kły. Jens zadrżał jeszcze bardziej, niż na widok upiornych istot.
- Chłopcze – odezwał się nieznajomy miękko. - Popraw mnie, jeśli się mylę. Zdajesz mi się znajomy z twarzy. Byłeś może czasem woźnicą pana de Gorges?
- Tttak panie – wyjąkał Jens, śmiertelnie przerażony.
- Doskonale się składa! - ucieszył się mężczyzna. - Akurat trzeba mi kogoś do kierowania mym powozem. Mam dziś szczęście, nieprawdaż? - uśmiechnął się upiornie.
- Ale panie... - zaczął jeden z potworów.
- Hubercie – przerwał mu jego pan. - Dość strawy otrzymasz jeszcze dzisiaj na cmentarzu i po bitwie; pożywisz się nią, bez obaw. Tego tutaj nie ruszajcie – wskazał pobladłego Jensa. - Jest mi potrzebny żywy.
09.01.2012

Barykady do Mordheim by Dębowa Tarcza (do SDKu) - cz. 6

Jutro minie tydzień, odkąd zaniosłem do SDKu pierwszą partię dwunastu "przeszkadzajek". Obecnie kończę już pracę nad kolejnymi ośmioma. Zanim jednak będę je stopniowo na łamach Hakostwa prezentowal, pora na ukazanie ostatnich z tych, które w Staromiejskim Domu Kultury już są, współtworząc scenerię do naszej klubowej noworocznej kampanii Mordheim.
08.01.2012

Luthor, drugi dreg

Luthor bardzo nie lubił, gdy nazywano go klaunem lub pajacem. „Błazen” brzmiało dumnie. To słowo określało jego przeznaczenie, jego służbę, coś więcej, niż zwykły zawód. Na dworze hrabiego Steinhardta był szanowany i podziwiany. Nie brakowało mu niczego, wykonywał swą pracę sumiennie. Nie był przystojny, od dzieciństwa nazywano go garbusem i niedołęgą. Ale tu jego ułomność była atutem. I nawet mimo niej nie brakowało kobiet, które czasem ulegały urokowi – jeśli nie jego, to jego sławy, jaką cieszył się w Mordheim.

Na balu hrabiego miał nastąpić przełom. Występ przed wieloma znakomitymi gośćmi. Luthor czuł, że to będzie jego noc. Scena lśniła od przepychu, ale występowały na niej same nędzne aktorzyny albo cyrkowcy. Nikt, kto mógłby przyćmić jego chwałę. Przygotowywał się więc cały wieczór, wierząc, że coś w jego życiu się zmieni, że dzisiejszej nocy dokona ukoronowania całego swego dorobku.

Coś zagrzmiało, gdy wyszedł na scenę. Z początku sądził, że wyraz twarzy gości jest spowodowany jego wejściem. Ale niestety nie – chwilę później nadeszła ogólna panika, wrzask, chaos. Luthor stał na scenie i milczał. W milczeniu przyglądał się upadkowi całego balu, ludziom ginącym od walącego się dachu. Mógł uciec, był również w niebezpieczeństwie. Ale świadomość, że stracił swoje pięć minut, bolała go dużo bardziej, niż obawa przed śmiercią.

W zupełnym odrętwieniu stał na scenie, nawet gdy budynek opustoszał, a za oknami pojawiły się pierwsze promienie słońca. Nie usłyszał nieznajomego, wchodzącego przez na wpół zawalone drzwi do sali. Dopiero, gdy poczuł na plecach jego zimny oddech, drgnął i odwrócił się gwałtownie.

- Widziałem twój występ – odezwał się nieznajomy przyjaźnie. - Bardzo mi przykro, że tak szybko się zakończył. Miałem nadzieję, że obejrzę do końca. Jak ci na imię, chłopcze?
- Luthor – odrzekł Luthor, a jego własny głos wydał mu się piskliwy i skrzekliwy.
- Miałem nadzieję, że przyjmiesz wyzwanie i dołączysz do mojej świty. Trudno dziś o dobrego błazna, a służba u Steinhardta nie jest chyba spełnieniem marzeń, prawda?
Luthor milczał, zszokowany i zdezorientowany.
- Byłbym uradowany, gdybyś przyjął moją propozycję – ciągnął nieznajomy. - Ale jeśli nie zechcesz, to oczywiście będę musiał uciec się do innych środków...
I uśmiechnął się szeroko, ukazując długie, ostre zęby.

07.01.2012

Vincent, pierwszy dreg

„I pomyśleć, że przyjechałem do Imperium na kilka tygodni w interesach”, pomyślał Vincent de Coulron, przekradając się wąskimi uliczkami zrujnowanego miasta. Tak szybko to wszystko się stało... ktoś z otoczenia hrabiny von Griefen zaprosił go wraz z żoną do Mordheim. Mówiono, że będzie bal, pokazy cyrkowców, najlepsze jedzenie... i rzeczywiście były, do czasu, gdy całe to radosne wydarzenie przerwał ogłuszający huk i panika, jaka po nim nastąpiła. Vincent szybko stracił z oczu żonę, stracił też przytomność, gdy przywaliły go gruzy zapadającego się sufitu. Obudził się dopiero następnego ranka, obolały, lecz żywy. Pękło mu żebro i złamał się nos, ale poza tym gruz uczynił więcej dobrego niż złego – ochronił go przed innymi ciężkimi przedmiotami, które spadły potem. Kaszląc od pyłu i dziwnego odoru, Vincent z trudem wygrzebał się spod gruzowiska i wydostał na zewnątrz. „Muszę jakoś uciec z tego potwornego miasta”, pomyślał, okrywając się poszarpaną koszulą w obawie przed przejmującym chłodem, jaki ciągnął od strony cmentarza. Kiedy zobaczył z daleka sylwetkę hrabiego von Hriesen, prawie pobiegł na jego spotkanie, wierząc, że stary znajomy pomoże mu jakoś się wydostać z miasta. Ale gdy się zbliżył, zrozumiał, że popełnił błąd. Spowity w płaszcz mężczyzna nie był hrabią von Hriesen. Nie był też z pewnością żywym człowiekiem. Z ogromną siłą pochwycił Vincenta, a widok jego ogromnych zębów sprawił, że ten stracił przytomność ze strachu, czując nadchodzącą śmierć.


Ale śmierć wcale nie nadeszła. Późną nocą ocknął się i ujrzał zaschniętą krew na swej koszuli. „Nie zabił mnie”, pomyślał, „pożywił się mną jedynie”. Twarz mu pobladła, gdy nad sobą ujrzał znów swego oprawcę.

- Wreszcie wstałeś – odezwał się wampir cichym, złowieszczym szeptem. - Czekałem na ciebie.

- Nie zabiłeś mnie – wyjąkał z trudem Vincent. - Nie zabiłeś...

- Służą mi zarówno żywi, jak i umarli – odparł wampir z uśmiechem. - Twoje szczęście... lub twój pech, że będziesz wśród tych pierwszych.

- Miałbym ci służyć? Ja? - nie rozumiał Vincent.

Wampir roześmiał się złowrogo.


- Na twoim miejscu nie robiłbym niepotrzebnych problemów – odrzekł. - Nie masz najmniejszego wyboru.

05.01.2012

Wood Elf Spellsinger

Dzisiaj mała przerwa w malowaniu trupów do Mordheim. Właściwie powinnam się skupić na nich, bo zaczęliśmy nową kampanię w SDK, a truposze ze starymi bohaterami coś sobie nie poradziły. Ale ta figurka całe święta stała już w podkładzie jak wyrzut sumienia i postanowiłam w końcu ją pomalować. Zwłaszcza, że to mój ulubiony model z tej armii i nie chciałabym jej odkładać w nieskończoność. Właściwie wszyscy spellsingerzy są bez zarzutu. Mam zresztą chyba wszystkie modele, może poza jednym. Ale ta panienka z lagą zawsze mnie zachwycała najbardziej. Dlatego pewnie malowanie jej trochę mi zajęło...
04.01.2012

Barykady do Mordheim by Dębowa Tarcza (do SDKu) - cz. 5

W piątym odcinku cyklu ukazującego odnowione "przeszkadzajki" do Mordheim przeznaczone do gier w Staromiejskim Domu Kultury przedstawiam dwie kolejne makiety - chronologicznie dziewiątą oraz dziesiątą - innymi słowy jesteśmy dokładnie w połowie drogi do kompletu wszystkich dwudziestu elementów terenu.
02.01.2012

Barykady do Mordheim by Dębowa Tarcza (do SDKu) - cz. 4

Trochę czasu minęło już od ostatniej notki o odnawianiu przeze mnie "przeszkadzajek", niegdyś zmontowanych przez klub Dębowa Tarcza, obecnie przeznaczonych do rozgrywek Mordheim w Staromiejskim Domu Kultury. Do tej pory na Hakostwie zaprezentowałem pierwszą szóstkę z dwudziestu takowych makiet. W grudniu miałem nieco mniej czasu na pracę nad nimi; w wolnej chwili jednakże udało mi się dokończyć kolejnych sześć, które w najbliższych dniach, parami, prezentował będę na blogu.

Popularne posty

Polecane blogi