Dzień dobry Państwu. Tak, nie regulujcie odbiorników, to ja - jeszcze żyję. Właściwie to żyję całkiem szczęśliwie, mimo że na ogół w pewnej odległości od figurek. Choć niekoniecznie od farbek i pędzla. Ale o tym za moment...
Zanim przejdziemy do rzeczy, to dla formalności - Figurkowy Karnawał Blogowy to inicjatywa stara jak świat, której początek dał Inkub z bloga Wojna w miniaturze w 2014 roku. Nasz blog jest gospodarzem FKB po raz dwunasty, choć od kilku dobrych lat to mój Mąż zajmuje się blogiem niemal wyłącznie. Tym razem jednak zostałam podstępnie wciągnięta do FKB za pomocą subtelnego szantażu emocjonalnego pt. "Zrobiłem temat specjalnie pod ciebie" 😉
Grzyby są bowiem w kręgu moich licznych zainteresowań od kilku lat. Zawsze lubiłam je zbierać, ale długo nie pogłębiałam zainteresowania i pozostawałam na etapie "rurkowe dobre, blaszkowe złe". Z czasem jednak, gdy zamieszkaliśmy blisko lasu, zaczęłam się trochę dokształcać w temacie, początkowo tylko po to, by wiedzieć, na jakiego grzyba natrafiłam w lesie. Ale ponieważ okazało się, że jadalnych grzybów jest o wiele więcej, niż mi się wydawało, to próbowanie nowych smaków również weszło mi w zwyczaj 🤭.
(dalsza część wpisu w rozwinięciu poniżej)
Efektem tego jest cała masa przetworów grzybowych, zwłaszcza w tym sezonie - to tylko część zbiorów, bo oprócz suszenia i marynowania mam jeszcze sporo obgotowanych i duszonych w zamrażalniku 😉.
Ale w życiu chodzi nie tylko o kulinaria. Grzyby są fascynujące również z innych powodów, a najczęśniej też bywają po prostu piękne. Wszystkie kolory i gatunki, od największych do tych ledwo widocznych, wszystkie kształty od standardowych kapeluszowych po te dziwaczne - po prostu mnie fascynują. I choć figurek już raczej nie maluję, to nie całkiem porzuciłam malowanie, bo od jakichś dwóch lat próbuję swoich sił z akwarelami. Różne rzeczy zdarza mi się malować, ale moim ulubionym tematem są grzyby i tych mam wśród swoich prac zdecydowanie najwięcej.
Zatem, gdy Tomek postanowił wciągnąć mnie w tę edycję FKB, stwierdziłam, że chętnie coś pomaluję. Nie jest to tak proste z uwagi na odwieczny pęd życia, zwłaszcza z trójką dzieci, ale jakoś się udało. Wybrałam coś w miarę mało wymagającego jak na moją kilkuletnią przerwę od figurek i permanentny brak czasu. Wrzeszczące i krwiożercze muchomory od razu ujęły mnie za serce. Może dlatego, że w liczbie egzemplarzy i emitowanych decybeli przypominają mi nieco własne potomstwo 😁.
Zapraszam więc do obejrzenia - nie jest to mistrzostwo świata, ale po takiej przerwie chyba nie jest też najgorzej. I zapraszam też do lasu na grzyby - jest dobry sezon, nie siedźcie w domu, warto wybrać się na spacer 🍄.




















Ależ przebiegły ten Kapitan! Miło Cię czytać i oglądać Twoje grzyby :P - zarówno te na zdjęciach, akwarelkowe, jak i te krwiożercze :)
OdpowiedzUsuńAlez zacna ta grzybnia!piękne modele i malowanie!
OdpowiedzUsuńŁadne muchomorki, choć te krwawe jamy jakby niepokojące... Witamy z powrotem :)
OdpowiedzUsuń