Długo mnie nie było. Trzy miesiące temu wrzuciłam ostatnie figurki na bloga, a malowałam je jeszcze w poprzednim życiu (nie biorę tego w cudzysłów, bo mówię serio, poza tym Tomek wyczerpuje limit cudzysłowów na tym blogu ;)). Nie wiedziałam, czy wrócę do hobby. Zresztą co to znaczy wrócić? Albo się coś robi, albo nie. Czasem jest czas i chęć, czasem nie ma jednego, drugiego albo obu naraz. Nie będziemy robić otwarcia z szampanem, ok? Krótko i na temat: po najdłuższej dotąd przerwie zaczęłam w zeszły piątek malować jakieś drobiazgi. Tylko dla siebie, tylko dla przyjemności. I okazało się to fajne. Pomyślałam, że tak właśnie może być. Mogę coś pomalować, coś co będę rzeczywiście chciała. Bo nie przestałam malować tylko z powodu Jasia. Przestałam nieco wcześniej, czując że trzeba coś zmienić, jeśli nie mam dojść do punktu, kiedy figurki będą latały przez okno, bo je znienawidzę. Może teraz jest dobry czas na taką zmianę, nie wiem. Nie przekonam się, jeśli nie ruszę do przodu. Na początek pomoże mi w tym wieśniak w kapturze z pudełka Frenzied Mob.