Szukaj na tym blogu

Subskrybuj przez Email

Odsłony bloga

Współtwórcy

Obserwatorzy - Google+

Obserwatorzy - Blogger

Translate

10.07.2017

Gobliny z Morii, czyli speedpainting po mojemu (#1)

Każdy czasem czegoś innym zazdrości. Nic w tym złego, jeśli to zazdrość bez domieszki nieżyczliwości - taka może być nawet motywująca. I jest dokładnie tak, jak z prostymi i kręconymi włosami - kędzierzawi całe życie prostują kudły, a prostowłosi marzą o kręconych. No, może to tylko domena kobiet, ale tak jest często ;) Bloger blogerowi też zazdrości. Umiejętności, posiadania archiwalnych figurek, których już nie można dostać, czasu na hobby. Ja zazdroszczę czasem ludziom... speedpaintingu. Mimo że wszyscy wiemy, iż jakość liczy się bardziej niż ilość, to jednak wygrzebanie się spod kupy modeli do pomalowania czasem dyktuje rozwiązania kompromisowe. Poza tym, co z tego, że jakość jest ważniejsza. Zawodowych malarzy, którzy wygrywają konkursy, bo siedzą kilka tygodni nad jedną figurką, jest naprawdę garstka. A co z tymi, którzy chcą mieć modele do grania lub do kolekcji, na przyzwoitym poziomie, ale chcą je wreszcie mieć, a nie głaskać ucho pojedynczego orka czterdziestoma warstwami rozwodnionej farby przez pół roku? Dlatego właśnie wzięłam się za coś, co przynajmniej z nazwy i z ogólnych założeń można nazwać speedpaintingiem, chociaż tu definicji może być wiele. 

Po pierwsze, ja speedpainting zawsze rozumiałam jako jedną czynność, wykonywaną bez przerw. Siadam, maluję model w krótkim czasie, kończę. Teraz to u mnie jak wycieczka z buta na Domaniewską.


Czyli już wiem, że to nie dla mnie. Nie dla mnie również aerograf, który przez innych często jest zaprzęgany do przyspieszenia malowania figurek. To znaczy, pewnie kiedyś go użyję, ale jestem  z tym tak niekumata, że to raczej byłby slowpainting i nieustanne poprawianie czegoś. Pracy by na pewno nie przyspieszył. Nie mogę też pomalować tak wielu modeli naraz. Dla mnie trójka to maksimum. Nie, nie, nie. Nic nie pasuje. Jedyne założenie speedpaintingu w moim wykonaniu, zbieżne z szybkim malowaniem innych, to "pomalowanie modelu w czasie dużo krótszym, niż zazwyczaj". Pozostałe założenia nadawałyby się raczej do gry w prawdę i wyzwanie, ale zdobędę się na tę pierwszą. 

Po pierwsze, nie każdy model nadaje się do speedpaintingu. Figurki, które pomaluję na szybko, muszą być:

- brzydkie
- małe 
- niezbyt skomplikowane w rzeźbie
- mało znaczące na polu bitwy (nawet jeśli całe życie przestoją na półce)

Zatem najlepsze modele to atak klonów, których do gry (nawet czysto teoretycznej) potrzeba wiele, a uroda ich jest sprawą dyskusyjną. 

Po drugie, ja sama narzucam tu sobie więcej sztywnych reguł (żeby pozbyć się pokusy dłuższego siedzenia nad tymi figurkami), niż przy standardowym malowaniu. Nie narzucam reguł czasowych, bo nie ma to żadnego sensu. Wszak oznaczałoby to, że mogę z góry przewidzieć, ile czasu mam na figurki danego dnia. A umówmy się, z dzieckiem w domu to mało przewidywalne. Jednego tygodnia codziennie udaje się przysiąść, a kolejnego czasoprzestrzeń robi dziwne wygibasy i w godzinę po powrocie męża z pracy jest już północ, choć jak zawsze pracował do 16...


Zatem, choć trochę wstydliwe te zasady, to niech już będą sformułowane czarno na białym. Będę pisać oczywiście na przykładzie goblinów, choć pewnie do wielu innych stworów da się to zastosować. Podstawowe kolory + washe to wspólny dla wszystkich modeli tryb malowania. W przypadku speedpaintingu jednak:

1) Więcej niż trzy warstwy farby to strata czasu.
2) Nikt nie zagląda goblinowi pod sukienkę ani za tarczę. Jak czegoś nie widać, albo trudno dotrzeć pędzlem, to nie trzeba tam malować.
3) Niedociągnięcia maskujemy washami i technicalami, bo poprawki zajmują więcej czasu.
4) Goblin może mieć zeza. Oczy malujemy raz, bez poprawek. Zawsze można chlapnąć w oko krwią i powiedzieć, że je stracił (patrz punkt 3). 
5) Jak najmniej czasu na metaliki. Te zbroje są i tak zniszczone i zardzewiałe, a w wiele miejsc nie da się dotrzeć pędzlem (patrz punkt 2 i 3).
6) Pigment twoim najlepszym przyjacielem, zaraz po korozji, krwi i washach.
7) Najładniejszą i najbardziej dopracowaną częścią modelu może być podstawka i nie będzie to obciachem. 

Co do efektu końcowego (tak tytułem podsumowania): kontrast normalnie pomalowanych modeli do tych speedpaintowych być odrobinę mniej rażący, niż na tym obrazku:


I właśnie teraz, na szarym końcu moich przydługich wywodów, wrzucam pierwszego speedpaintowego goblina, jako dowód na to, że ja też umiem! Po mojemu, ale zawsze. O samym malowaniu napiszę więcej kolejnym razem. Zapraszam do obejrzenia i oswojenia się z tym widokiem, bo w lipcu niczego innego raczej tu nie będzie.









25 komentarzy:

  1. No to ja się chyba u Ciebie na lekcję speedpaintingu zapiszę. Nawet jeżeli miałbym malować dwa razy dłużej niż ty. Bardzo fajny model.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Lekcje chyba niepotrzebne, wszystkie sekrety zdradziłam ;)

      Usuń
  2. Wyszło dobrze! :)

    Zresztą co do malowania, to wymieniłaś punkt po punkcie mój sposób malowania. ;) :D

    OdpowiedzUsuń
  3. ha, to jest speedpainting? To ja jestem za ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jest pomalowane i nie zajęło dużo czasu... to chyba kryteria spełnia ;) Dziękuję!

      Usuń
    2. Dzięki :) Jak na plastikowe gobliny to chyba faktycznie nie są złe.

      Usuń
  4. Lol, to jest speedpaint? Teach me master!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taki speedpaint po mojemu ;) Kompromisowy. Cieszę się, że się podoba.

      Usuń
  5. Taaak... Speed, tak? Powiedzmy że jak nie zobaczę to nie uwierzę:) Piękny Goblinek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No poszło szybko i bez ciśnienia na jakość HD, to w definicji się mieści :P

      Usuń
  6. Spodziewałem się co najmniej 3 modeli;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bo maluję trójkami, tylko wrzucam na bloga pojedynczo ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ładna praca jak na speedpainting. Rzekłbym nawet - za ładna, aż budzi zazdrość;)
    Moja metoda jest jeszcze prostsza i szybsza:
    - jedna warstwa farby
    - bejca
    - lakier matowy.
    Idealna do hord goblinów, skavenów czy zombich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak po męsku, ja mam delikatny kobiecy sposób. Kobiety nie malują się dippingiem ;)
      Ale dobrze zrobiona bejca potrafi robić cuda!

      Usuń
    2. A szybko zrobiona da w efekcie 80 modeli w 3 tygodnie :)

      Usuń
  9. Twoje 7 punktów jak najbardziej trafne a goblin prezentuje się bardzo dobrze. Dzięki za ten mem z Khalem, nie znałem... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Mam nadzieję, że kolejne gobliny nie zawiodą oczekiwań, chociaż przy speedpaincie to nie są duże oczekiwania ;)

      Usuń
  10. Khal tanio zrobił mi dzień, ale prawie zniszczyłem monitor jak go oplułem herbatą. Goblin bardzo zacny, wyrazisty i pocieniowany w Twoim stylu, wygląd absolutnie nie wskazuje na jakiś speedpaint.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Mam nadzieję, że monitor przetrwał ;) (Nie wiem czemu nie odpisałam wcześniej, chyba mi umknęło)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty

Polecane blogi