Szukaj na tym blogu

Archiwum Bloga

Subskrybuj przez Email

Odsłony bloga

Współtwórcy

Obserwatorzy - Google+

Obserwatorzy - Blogger

Translate

13.09.2016

30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Dzień 13: Największa porażka w grze bitewnej lub niepowodzenie modelarskie?

Bardzo dobry temat akurat na 13-ty dzień miesiąca... choć równie dobrze mogłoby być też coś skaveńskiego, co zadowoliłoby Radę Trzynastu... Przejdźmy jednak do rzeczy.

Porażek zarówno w grze, jak i w sferze modelarskiej, trochę się przez lata nazbierało, ale o gradację i wyłonienie tych największych, teraz dość trudno... niemniej jednak, spróbuję.

Największy łomot w historii dostałem, a przynajmniej tak mi się teraz subiektywnie wydaje, na pierwszym moim turnieju Mordheim, tj. na Bazyliszku 2005. Grałem wtedy Kislevitami pożyczonymi od jednego z kolegów z nieistniejącego już niestety krakowskiego klubu "Treasure Hunters" i w zasadzie było to pierwsze moje bitewniakowe wyjście "do ludzi", poza "kołchoz". Pomimo iż udało mi się (do dzisiaj nie wiem, jak to było możliwe) nie zająć ostatniego miejsca, było blisko (uratował mnie chyba jakiś przypadkowy remis), a tempo, w jakim ginęły moje ludki, zarówno na stole, jak i po bitwie, było iście olimpijskie. Najlepsze w tym wszystkim było jednak to, że do gry i całego hobby nie tylko się wtedy nie zniechęciłem, ale wręcz jeszcze bardziej rozkręciłem - to od tej mniej więcej daty zacząłem się udzielać turniejowo, forumowo, potem klubowo, a parę lat później - blogowo. To wtedy też poznałem całkiem sporo osób z hobbystycznych kręgów, z których częścią utrzymuję regularny kontakt do dziś (np. Dwalthrim).

(fotek z Bazyliszka 2005 mam dosłownie kilka, niestety, ale to jedna z nich, która swego czasu nawet wylądowała w jakiś internetowych forumowych tematach o śmiesznych i dziwnych figurkach)

Jeżeli zaś chodzi o niepowodzenia modelarskie, tego też trochę było, znowuż głównie bliżej początków mojej przygody z tym hobby. Na ten przykład pamiętam, jak spaprałem pierwszą bandę skavenów. Najpierw zapomniałem spiłować linii podziału, a potem, gdy całość całkiem fajnie pomalował mój brat, spieprzyłem wszystko byle jakim matowym lakierem (choć niebylejakiego wytwórcy ;)), który porobił paskudne zacieki, osadzając się w zagłębieniach. Mimo to bandy nigdy nie przemalowaliśmy, bo po latach woleliśmy już zrobić nową, która parę lat temu gościła na Hakostwie.

 30-dniowe Wyzwanie Figurkowe. Wprowadzenie.

0 komentarze:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty

Polecane blogi