17 lutego 2026

Budujemy Kosmicznych Dziwaków #3

Najwyższa pora na kontynuację akcji "Budujemy Kosmicznych Dziwaków", która - przyznaję - opóźniła się nieco z mojej winy, a krótko przypomnę, że jest ona realizowana wspólnie z Panem Rybą, gospodarzem bloga Akwarium Pana Ryby, i miała polegać na wspólnym przygotowaniu 10 figurek (choć finalnie będzie ich 12) do skirmishowej gry bitewnej pt. "Space Weirdos", którą między sobą nazywamy "Kosmicznymi Dziwakami", a o której szerzej możecie poczytać np. w recenzji na "The Node".


Dla przypomnienia, w pierwszym wpisie z cyklu zaprezentowałem założenia całej akcji, a także pokazałem otrzymane od Pana Ryby części, z których miałem złożyć figurki "dziwaków" (Pan Ryba opublikował w tym czasie oczywiście analogiczny wpis z częściami ode mnie).

W drugim wpisie zaprezentowałem z kolei figurki otrzymane od Pana Ryby, już złożone przez niego z otrzymanych ode mnie części (również i w tym zakresie Pan Ryba opublikował analogiczny wpis).

W ramach trzeciego wpisu z cyklu prezentuję figurki, które - powtórzę jeszcze dla pełnej jasności - Pan Ryba po pierwsze przekazał mi do złożenia, po drugie zaprezentował już złożone i pomalowane na swoim blogu, a po trzecie pomalował i przekazał mi, celem zaprezentowania ich na blogu, a także dokończenia pracy malarskiej.

Innymi słowy, prezentowane dzisiaj figurki to etap przedostatni - malowanie Pana Ryby, przed moimi ew. ostatnimi pociągnięciami pędzla.

Ukończone figurki zostaną zaprezentowane w niedalekiej przyszłości na blogu Akwarium Pana Ryby.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć w rozwinięciu wpisu.

4 lutego 2026

"Dreadfleet" - 1. bitwa - "Corpse Reef" - (foto)relacja

Całe wieki już minęły od ostatniej mojej wzmianki o obecnie już chyba nieco zapomnianej grze "Dreadfleet" - lata też minęły od ostatniej rozgrywki. Trochę smutno, gdyż pudło z grą się kurzyło, w środku niepomalowane modele, choć cały czas gdzieś z tyłu głowy miałem myśl, żeby do tego tytułu wrócić, pomalować, rozegrać całą kampanię...

Tymczasem życie pisze swoje scenariusze i okazało się, że do "Dreadfleet" wróciłem w zupełnie innych okolicznościach niż bym się tego spodziewał. Otóż w zeszłe wakacje, zupełnie niespodziewanie, po bardzo wielu latach, w sielskiej scenerii muszyńskiej, spotkałem mojego starego druha i towarzysza broni jeszcze z czasów licealnych (i z czasów początków partii) Michała Rafała J., który to, długie lata temu, jako pierwszy zaprezentował mi m.in. "Mordheim", i który walnie się przyczynił do rozpoczęcia mojej przygody z grami bitewnymi, a którego część z Was być może kojarzy z różnych wydarzeń związanych z grami bitewnymi (jak choćby z turniejów "Długobrody" u Karola, gospodarza bloga "Stary Najmita"). 

O samych miłych okolicznościach i pozytywnych skutkach zeszłorocznego spotkania można by długo pisać; na dzień dzisiejszy wspomnę tylko, na potrzeby dzisiejszego wpisu, że kontynuujemy wspólnie batalię bitewniakową, knujemy wojnę, a jedną ze wspólnych inicjatyw jest właśnie rozegranie całej kampanii (tj. 12 scenariuszy, plus ew. mniej czy bardziej oficjalne dodatki) owej marynistycznej grimdarkowej gry z pogranicza planszówki i bitewniaka.




Na chwilę obecną jesteśmy dopiero po pierwszej bitwie i przyznam szczerze, że odbyła się już jakiś czas temu, niemniej jednak, zanim rozegramy drugą bitwę, dla porządku (i z kronikarskiego obowiązku, jak to ostatnio ładnie ujął Wielebny Rafael), prezentuję w rozwinięciu wpisu krótką (foto)relację z tej rozgrywki.