Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania warboss krzychu, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania warboss krzychu, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

14 września 2023

30-lecie Waaagh! Warbossa Krzycha - figurka okolicznościowa

To właśnie dziś urodziny ma Warboss Krzyś... i z tej okazji chciałbym mu złożyć najserdeczniejsze życzenia oraz zaprezentować pomalowaną dla niego figurkę okolicznościową przedstawiającą srodze zadumanego orczego warbossa na zdobycznym tronie.

Warboss Krzychu na tronie ;)

Gwoli wyjaśnienia, pseudonim bitewniakowo-artystyczny ;) "Warboss Krzychu" obecnie pewnie mało komu coś mówi, bo i po prawdzie od dobrych paru lat nie był w użyciu w bitewniakowym (pół)światku, ale kryje się pod nim nie kto inny, a mój o 8 lat młodszy brat, swego czasu bardzo aktywny hobbystycznie.

Historia Warbossa Krzycha (jak de facto sam się nazwał w czasach największej aktywności, podkreślając tym samym swoją sympatię do zielonoskórych ras Starego Świata)  z hobbystycznym Waaagh! rozpoczęła się, gdy jako przedszkolak zaanektował na jedną ze swoich ulubionych zabawek figurkę orka z szablą (dokładnie takiego, jak publikowany niedawno przeze mnie), niestety zagubionego w trakcie którychś wakacji.

Parę lat później to właśnie z Warbossem Krzychem, pomimo różnicy wieku, rozkręcaliśmy pierwsze domowe rozgrywki w Mordheim, i to właśnie Krzych swego czasu przodował w malowaniu figurek domowych (np. dawno już zapomnianej i leżącej gdzieś na strychu bandy orków, którzy walczyli w czasach "Wojennego Młota 2006"), a na Polconie 2007 zdobył nawet złotego Golden Demona w kategorii Youngblood za figurkę Bretończyka herolda (czasy przedblogowe, ale może kiedyś zrobię jakąś sesję zdjęciową tej starej bandzie). Grywaliśmy razem przez lata, najpierw w domu, potem w klubie gier bitewnych Dębowa Tarcza, byliśmy też razem na kilku turniejach.

Obecnie wprawdzie Warboss Krzychu niestety nie jest już aktywny w sferze bitewniaków, czego żałuję, ale wciąż mam nadzieję, że do niej w jakiejś formie powróci, choćby okazjonalnych rozgrywek ze starszym bratem, czego zarówno jemu, jak i sobie, również w ramach dzisiejszej okazji życzę ;).

Nie przedłużając już dalej, zapraszam Was do obejrzenia reszty zdjęć w rozwinięciu wpisu, a Warbossowi Krzychowi życzę raz jeszcze wszystkiego najlepszego i przynajmniej 100 lat Waaagh!


6 czerwca 2015

"Ryby... i inne zjawiska pogodowe!" - turniej Mordheim w Warszawie, 31.05.2015 - podsumowanie

Bez mała tydzień temu, w niedzielę 31 maja 2015 r., odbył się w Staromiejskim Domu Kultury w Warszawie, turniej Mordheim pt. "Ryby... i inne zjawiska pogodowe".

Przedstawiam dzisiaj krótkie podsumowanie i relację z tego wydarzenia.

2 kwietnia 2017

O Prima Aprilis na poważnie ;)

Prawdopodobnie absolutnie nikt nie dał się nabrać na mój wczorajszy żart primaaprilisowy, co nie było zresztą specjalnie dużym zaskoczeniem dla mnie, biorąc pod uwagę, że był szyty dość grubymi nićmi.

Niemniej jednak, dzisiaj już oficjalnie ogłaszam, że nie był to w żadnej mierze blogowy post na poważnie, a o moich prawdziwych dalszych figurkowych planach jeszcze napiszę w najbliższych dniach.

Tymczasem zapraszam, w ramach ciekawostki - jeżeli kogoś to interesuje - do przeglądu wczorajszych paździerzaków już zupełnie na serio, gdyż paradoksalnie część z nich ma stosunkowo "bogatą" historię, a niektóre są powiązane z początkami mojego figurkowego hobby.

11 maja 2014

Turniej Mordheim "Korona Władzy", Zgierz, 26.04.2014 - krótka relacja

W dniu 26 kwietnia 2014 r. w Zgierzu, w ramach Zjazdu "Magii i Miecza" 'Gamekeeper' odbył się turniej Mordheim "Korona Władzy". Jako jeden z uczestników i przedstawiciel ekipy klubu Dębowa Tarcza, która wzięła udział w tym turnieju, chciałbym podzielić się z Wami krótką relacją z tego wydarzenia :).

31 lipca 2019

Figurkowy Karnawał Blogowy. Edycja #59: mój warsztat!

Nie ma chyba lepszej okazji, by wrócić na bloga po trzech miesiącach przerwy, niż wzięcie udziału w kolejnej edycji "Figurkowego Karnawału Blogowego"...

Dla przypomnienia: "Figurkowy Karnawał Blogowy" (dalej: "FKB") to inicjatywa rozpoczęta przez Inkuba z bloga Wojna w Miniaturze. Gospodarzem obecnej edycji jest Kamil z bloga Zielony Skaven.


Tematem przewodnim obecnej, 59.-ej już edycji FKB, jest... warsztat, czyli innymi słowy chodzi o to, by zaprezentować w ramach FKB zdjęcia przestrzeni roboczej, w której powstaje nasza hobbystyczna twórczość.

Warto wspomnieć, że identyczny temat już kiedyś był, konkretnie bodajże na samym początku, tj. w 3.-ej edycji FKB (listopad 2014). Wtedy opublikowaliśmy na "Hakostwie" dwa odrębne wpisy: mój, tj. Kapitana Haka oraz współautorki bloga, mojej żony, tj. Skavenblight.

Od tego czasu (niemal 5 lat, jakby nie patrzeć) jednak bardzo, bardzo dużo się zmieniło (podejrzewam, że nie tylko u nas), więc powtórzenie tego dawnego tematu jest jak najbardziej zasadne, a wręcz pożądane.

W naszym przypadku wskazałbym co najmniej dwie zasadnicze zmiany. Jedna miała pośredni, ale bardzo duży wpływ na szeroko rozumiany warsztat (i w ogóle sprawy hobbystyczne ;)), a mianowicie: systematyczne powiększenie się rodziny (od października będzie nas już łącznie pięcioro ;)), a druga zmiana, z ostatniego czasu, już ze skutkiem, że tak to ujmę, bezpośrednim, to zmiana lokalu, czyli przeprowadzenie się do nowego domu...

To ostatnie, czyli urządzanie nowego domu i przeprowadzka (dorzucę jeszcze do tego wzrost aktywności zawodowej, ale to już sprawa wtórna - trzeba jakoś na te zmiany w życiu zarobić), były zasadniczymi powodami, dla których tak długo mnie na blogu nie było.

Cały proces pochłonął bardzo dużo czasu i sił (o funduszach nie wspominając), jednakże mam nadzieję, że w przyszłości przyczyni się walnie do wzrostu aktywności hobbystycznej - wreszcie będę miał słuszną ilość miejsca na majsterkowanie, granie, przechowywanie figurek i wszystko, co z hobby związane.

Zanim jednak urządzę się na miejscu na dobre, dużo jeszcze pozostało mi do zrobienia - nadal na przewiezienie, czy rozpakowanie, czeka sporo rzeczy, a w dodatku na miejscu też wszystko trzeba urządzić, od warsztatu począwszy, aż na gablotkach na figurki i makiety kończąc. 

Roboty przede mną sporo, a co ciekawsze tematy, np. związane z dalszym urządzaniem warsztatu (na to akurat muszę jeszcze chwilę poczekać, aż piwnica będzie w pełni wyremontowana), czy z ekspozycją figurek w gablotkach, będę się starał dokumentować również na blogu.

To, co dzisiaj zaprezentuję, to jeszcze de facto wersja "WiP" warsztatu, a ściślej rzecz biorąc, nie tyle całego warsztatu, co warsztatowego biurka...

31 sierpnia 2013

Ośnieżone barykady (do SDKu) #1

Jak już kiedyś wspominałem, jeżeli miałbym wskazać typ makiet, jakich w zasobach klubowych mamy najwięcej, bez chwili wahania wskazałbym barykady. Mamy ich mnóstwo - większość już całkowicie gotowych i wykończonych, zapełniających  nasz magazynek w SDKu, ale - o dziwo - wciąż mam u siebie kilka sztuk w fazie WiP do wykończenia, więc klubowy zapas będzie nadal rosnąć ;).

Przy kolejnej czwórce wpadłem jednak na pomysł, jak nieco urozmaicić barykadową monotonię i przełamać monopol na ten rodzaj terenu dzierżony do tej pory przez ruiny Miasta Potępionych. Wpadłem mianowicie na pomysł, by wykończyć je w klimacie zimowym, jak prezentowane jakiś czas temu na Hakostwie ośnieżone skały, czy też zamarznięte bagna i przeznaczyć je do naszych gier w Border Town Burning.

4 maja 2024

Granie domowe #1 - z Warbossem Krzychem - "Age of Fantasy Skirmish" ("One Page Rules")

Jak można wywnioskować z tytułu dzisiejszego wpisu, udało mi się zagrać, w dodatku zagrać z bratem, znanym niektórym jako Warboss Krzychu.

Wydarzenie o tyle doniosłe, że zagraliśmy wczoraj po raz pierwszy od wielu lat (będzie już pewnie z 10 lat - ostatnie rozgrywki prowadziliśmy jeszcze w klubie "Dębowa Tarcza") i wszystko wskazuje na to, że to "początek serii" regularnego rodzinnego grania.

Ponadto dla obu z nas była to pierwsza rozgrywka w "Age of Fantasy Skirmish" z serii "One Page Rules", do którego to systemu przymierzałem się już od dość dawna i wreszcie nadarzyła się okazja, by go przetestować.

W pewnym sensie historia zatoczyła koło, gdyż gdy zaczynałem przygodę z bitewniakami pierwsze bitwy rozgrywałem właśnie z bratem. Co lepsze, nadal mamy sporo makiet z początków naszego grania jakieś 20 lat temu - niektóre już w trzeciej odsłonie po renowacjach, ale generalnie to głównie ze starych zapasów ułożyliśmy stół do gry z pojedynczymi dodatkami z czasów nowszych (głównie wydrukami - niektóre jeszcze niepublikowane na "Hakostwie").

Rozegraliśmy w ramach nauki zasad dwie bitwy - w obu przypadkach najprostszy scenariusz z kontrolowaniem punktów na stole - kto kontroluje więcej po 4 rundach ten wygrywa. Rozpiski były na 150 pkt, czyli relatywnie małe (sugerowany "standard" to 250 pkt), co daje w przybliżeniu 5-10 raczej skromnie wyposażonych modeli na stronę.

W pierwszej bitwie, w której ja dowodziłem krasnoludami, a Krzysiek ogrami, do zajęcia było aż 5 punktów kontrolnych (symbolizowanych przez skupiska beczek i skrzynek, że niby jest to walka o porzucone zapasy). Rozgrywka była dość wyrównana, zdarzyło się kilka spektakularnych akcji, jak ustrzelenie szalejącego po polu bitwy tygrysa szablozębnego przez ostatniego przy życiu gromowładnego, czy epicki pojedynek dowódców band. W ostatniej rundzie zwycięstwo zapewnił mi krasnoludzki górnik, który niecnie i szpetnie (jak wujek Fester) wyskoczył z przyczajki w ukrytym tunelu na tyłach linii przeciwnika.

W drugiej bitwie ogry przejąłem ja, a Krzysiek zagrał leśnymi elfami. Walka była nie tylko bardziej płynna niż za pierwszym razem (ogarnęliśmy już zasady), ale i bardziej zajadła - padło dwóch tancerzy wojny, dwie driady i siły Krzyśka mocno się już skurczyły, przy czym elfy niemal ubiły mojego dowódcę. Już myślałem, że wygram drugą bitwę, ale Krzysiek w ostatniej rundzie dokonał kilku brawurowych ruchów, które ostatecznie doprowadziły do remisu.

Wrażenia z rozgrywki bardzo pozytywne - zasady AoFS okazały się wprawdzie nieco bardziej rozbudowane niż mogłoby to wynikać z "jednostronicowego" założenia, ale nadal na tyle proste, że do nauczenia w jedną rozgrywkę, a ponadto naprawdę dynamiczne. Bardzo ważnym aspektem gry jest naprzemienna aktywacja jednostek - pomimo grania całe lata w systemy, w których jej nie było, skłaniam się do stwierdzenia, że wprowadza to taktyczny wymiar rozgrywki na zupełnie inny poziom. Zróżnicowanie zasad specjalnych jednostek dobrze z kolei równoważy fakt istnienia tylko dwóch prostych współczynników: Quality i Defense.

W telegraficznym skrócie to by było na tyle - wybaczcie, że ani relacja z rozgrywek, ani recenzja AoFS nie są bynajmniej rozbudowane, ale i tak mam wrażenie, że się nieco za bardzo rozpisałem.

Tymczasem szykujemy się powoli do kolejnych rozgrywek, które zapewne też będę raportował na blogu. W tle trwają również dalsze prace makietowe nad ulepszeniem stołu "pozamiejskiego", choć zapewne będą też rozgrywki podziemne.

Zapraszam do obejrzenia pozostałych zdjęć w rozwinięciu wpisu poniżej.

9 października 2021

Wojenny Młot 2006 - 15 lat później (1/2)

Dokładnie 15 lat i miesiąc temu z hakiem, w pierwszy weekend września 2006 r. (gwoli ścisłości, były to dni 2 i 3 września 2006 r.), odbyła się w Warszawie (konkretnie w dużej hali sportowej jednej ze szkół na Ursynowie) spora bitewniakowa impreza organizowana i sponsorowana przez firmę Games Workshop i - jak można się domyślić - poświęcona wyłącznie grom jej autorstwa, a mianowicie: "Wojenny Młot 2006".


Do wspominania WM2006 właśnie teraz skłoniła mnie po pierwsze wzmianka o tej imprezie w POniedziałkowym POdcaście odc. 14: Re-Animacja bitewniaków, a po drugie uświadomienie sobie, że od momentu, gdy się odbyła, minęło już bite 15 lat - z jednej strony może to się wydawać czasem niezbyt długim w skali historycznej, jednakże w mojej ocenie świat przez ten czas bardzo się zmienił, również w interesującym nas aspekcie hobbystyczno-bitewniakowym, a i dla mnie (jak i zapewne dla wielu z Was) prywatnie zaszła w tym czasie znaczna liczba zmian w życiu.

O ile się nie mylę, WM2006 był jedną z kilku odsłon tej imprezy w Polsce i zarazem jednym z niewielu bitewniakowych wydarzeń o tak dużym kalibrze, porównywanym z odbywającym się przez dobrych kilka lat "Bazyliszkiem" (dla odmiany posiadającym bardziej "ogólnobitewniakowy" charakter i niezwiązanym z konkretnym producentem gier).

Pierwszy dzień imprezy poświęcony był w całości turniejom i to nie tylko sztandarowych gier firmy GW, takich jak WFB, WH40K, czy LOTR, ale i pomniejszym, jeszcze wspieranym wtedy tytułom, jak "Mordheim". Jako że mnie interesował wtedy wyłącznie ten ostatni tytuł, właśnie turniejowi tej gry na WM2006 poświęcony w całości będzie dzisiejszy wpis. Z perspektywy czasu trochę żałuję, że nie znalazłem wtedy czasu na inne turnieje w kontekście  fotograficzno-dokumentacyjnym, ale nie ma co ukrywać, że udział w pięciobitwowym turnieju w realiach Miasta Potępionych po prostu był naprawdę mocno angażujący.

Z kolei w drugim dniu imprezy odbywały się wszelkie maści pokazy, nauki gier, konkursy, promocje sklepów sprzedających produkty sponsora, czy spotkania z pracownikami firmy GW. Również i tego dnia charakterystycznym zjawiskiem była duża różnorodność gier i systemów (wystarczy wspomnieć, że seria tzw. Specialist Games była jeszcze wtedy nadal porządnie wspierana i zadbana, a i ciut starsze gry, już wtedy w zasadzie niewspierane, jak "Man'o'War", czy "Gorkamorka" też miały się nadal całkiem nieźle). 

Tematem drugiego dnia WM2006 zajmę się jednak szerzej jutro, a tymczasem wracam do tematu turnieju "Mordheim", w jakim brałem udział w dniu pierwszym całego wydarzenia. Zacząć chyba należy od tego, że turniej był zorganizowany po prawdzie w nieco nietypowy sposób, a ściślej rzecz biorąc, jego organizatorem był nieistniejący już obecnie, a jak dla mnie nieodżałowany (ze względu na inspiracyjną rolę, jaką odegrał dla mnie w początkach mojego bitewniakowania) mordheimowy klub "Treasure Hunters". 

Co w tym nietypowego? Otóż turniej odbywał się w Warszawie, natomiast ww. klub miał siedzibę w Krakowie i tak wyszło, że żaden z jego przedstawicieli finalnie nie pojawił się na turnieju. Mimo wszystko impreza się odbyła w sumie bez przeszkód; MiSiO z ramienia klubu TH przygotował "zdalnie" (wtedy to jeszcze nie było popularne słowo ;)) regulamin i sprawował nad całością pieczę organizacyjną, a lokalni bardziej doświadczeni gracze (których imiona niestety zaginęły już w pomroce mordheimowych dziejów :() zajęli się ogarnięciem sprawy na miejscu (w tym sędziowaniem).

Z kolei wsparcie makietowe zapewnił przede wszystkim tzw. "kołchoz komorowski" z Dwalthrimem na czele (wtedy jeszcze zwanym bodajże "Jamajką" - po zdjęciach widać, dlaczego ;)), który wraz z Talarem ("d... wam uratowaliśmy z tymi makietami") przyjechali na turniej samochodem dostawczym, wypełnionym dość znaczną liczbą terenów i blatów, jakie wtedy we wspomnianym "kołchozie" masowo produkowali..

Sam turniej w zasadzie nie wyróżniał się niczym szczególnym. O ile pamiętam, rozgrywano całkowicie standardowe scenariusze podręcznikowe, począwszy od "Wyrdstone hunt" na początek (by się "nachapać" na późniejszą część kampanii), poprzez "Treasure hunt", "Occupy", "Chance encouter" i wreszcie "Street fight" na końcową wyrzynkę. Aż jestem zdziwiony, że to tak dobrze pamiętam - dużo lepiej niż "mądre" rzeczy ze studiów ;), ale tak to już jest, że - cytując wyhaczony w internetach cytat: "czacha dymi... od głupot". Ja grałem orkami & goblinami (rozpiska na trollu) - figurki pomalował mi wtedy młodszy brat (Warboss Krzychu ;)) i ogólnie poszło mi raczej przeciętnie, choć lepiej niż rok wcześniej na "Bazyliszku 2005". Przeciwników z dwóch pierwszych bitew nie pamiętam, ale pamiętam za to, że trzy ostatnie grałem kolejno ze wspomnianym Talarem, Staśkiem "Dwaltirhimem", a ostatni scenariusz z jego bratem.

Z perspektywy czasu, gdy wspominam całe wydarzenie i patrzę na te stare turniejowe zdjęcia, muszę przyznać, że z jednej strony - patrząc przez dzisiejszą optykę - wszystko wydaje mi się przeciętne, czy nawet wręcz paździerzowe (jak na obecne standardy): od samej jakości zdjęć, poprzez figurki i makiety, sztampowe scenariusze, aż po sposób liczenia punktów na zmiętej kartce, natomiast z drugiej strony odczuwam pewną nostalgię i cień tych dawnych emocji oraz dzikiego wręcz entuzjazmu, jaki towarzyszył rozgrywkom. Można na to spojrzeć tak, że mimo ogólnych niedoborów hobbystycznych, człowiek  bawił się wtedy lepiej niż przy wielu okazjach w późniejszych "sytych" latach, kiedy to zasoby hobbystyczne były już dużo większe. Daje to trochę do myślenia. I do wspominania.

Zapraszam teraz do obejrzenia galerii zdjęć z turnieju "Mordheim" na WM2006 - zdjęć może słabych jak na obecne standardy (mimo że robionych ówczesnym aparatem cyfrowym, a nie telefonem, czy tosterem lub wręcz ziemniakiem), ale poniekąd oddających ducha tamtych pamiętnych wydarzeń.

16 sierpnia 2025

Figurkowy Karnawał Blogowy. Edycja #132: "Bracia i siostry" - Granie domowe z bratem - "Age of Fantasy Skirmish" ("One Page Rules")

"Spisuję te słowa w chłodzie sali archiwum, gdzie oddech zamarza przy brodzie, a cisza jest cięższa od gromrilu. Zostało nas niewielu. Straż nad Dolną Bramą padła wczoraj, a w korytarzach słychać skowyt bestii, których nie znam z żadnych kronik. Wiem, że dni Karak Dravik są policzone.

W sercu tego archiwum, na ołtarzu z czarnego granitu, leży przeklęty wolumin zwany Księgą Czarnych Żył. Odkąd pamiętam, pieczęcie runiczne strzegły jej stron, a żadnemu z nas nie wolno było doń się zbliżać. Mój ojciec powiadał, że przynieśli ją z pól bitewnych na dalekim południu, gdzie w ruinach ludzkiego miasta znaleziono ją w dłoniach maga spalonego od środka.

Mówią, że pergamin, z którego jest zrobiona, oddycha. Patrząc pod światło, widać czarne linie wijące się w jej stronach niczym żyły pod skórą. Kiedy runy zakazu były jeszcze silne, te linie były nieruchome… lecz od czasu, gdy wiatr z północy przyniósł zgniliznę i wojny, widzę, jak poruszają się, jakby pompowały krew z innego świata.

W legendach starszych od moich przodków mówi się, że kto otworzy księgę, ten nie czyta słów — to słowa czytają jego. A gdy przeczytają do końca, nie zostaje nic oprócz pustej powłoki, wypełnionej wolą tego, który zapisał te przekleństwa.

Pieczęcie pękły trzy dni temu. Nie przez moją rękę, nie przez rękę żadnego krasnoluda. Do sali wszedł wysoki cień o oczach jak rozpalone rubiny. Z nim przyszły cienie chodzące w kościach, bestie o sinych bokach i trupach, które powinny spoczywać w kamieniu. Widziałem, jak wyciągnął ręce nad księgą, a runy zakazu zgasły jak świece na wietrze.

Teraz siedzi tam i czyta, a mury drżą przy każdym szeptanym słowie. Słyszę, jak w niższych komnatach porusza się coś ciężkiego. Kamień jęczy, jakby góra chciała wyrzucić nas ze swych trzewi.

Jeśli ktokolwiek znajdzie ten zapis — niechaj nigdy nie dotyka Księgi Czarnych Żył. Niechaj góra zostanie zamknięta, a wejścia zasypane. Lepiej stracić twierdzę niż świat."

— Dvalin, syn-Grumara, Ostatni Strażnik Kronik


Po dość długiej przerwie w blogowaniu (spowodowanej w dużej mierze wyjazdami wakacyjnymi) wracam do blogowania (miejmy nadzieję, że jak najczęstszego), przy okazji aktualnie trwającej, 132-ej edycji "Figurkowego Karnawału Blogowego" (dalej: "FKB"), której temat brzmi: "Bracia i siostry", prowadzonej przez Potsiata, gospodarza bloga "Gangs of Mordheim".

Temat tej edycji FKB zbiegł się idealnie w czasie z przedwczorajszą bitwą rozegraną przeze mnie z moim bratem, znanym niektórym jako Warboss Krzychu, choć póki co nieopisywanym szerzej w bajkach.

Graliśmy - tak jak to poprzednio bywało - w "Age of Fantasy Skirmish" z serii "One Page Rules", przy czym (jak to zwykle u nas bywa) - rozgrywka była utrzymana w klimatach "staroświatowych", czy inaczej mówiąc "warhammerowych" i można rzec, że opowiadała historię grupy zdesperowanych krasnoludów, które w ruinach twierdzy swoich przodków, Karak Dravik, usiłowały przeszkodzić wampirowi w odprawieniu plugawego rytuału przy użyciu starożytnej, przeklętej, księgi...

Teatrem zmagań wojennych były nasze stare, dobre podziemia do "Karak Zorn", tym razem ułożone w układzie 3x4 moduły. W trzech "górnych" modułach (por. zdjęcie poniżej) rozpoczynałem grę ja, jako "atakujący", w trzech "dolnych" Krzysiek jako "obrońca", przy czym środkowy moduł "na dole" to starożytna komnata z opisaną w rozwinięciu wpisu "Księgą Czarnych Żył".

Zanim zaproszę do dalszej lektury w rozwinięciu wpisu, wspomnę jeszcze dla porządku, że FKB jest to inicjatywa o charakterze przede wszystkim motywacyjno-integracyjnym rozpoczęta przez Inkuba z bloga Wojna w Miniaturze. Ponadto, na blogu QC pn. DansE MacabrE można znaleźć listę dotychczasowych edycji FKB.